Tereny Valfden > Dział Wypraw
Sile odpowiada siła, wojna rodzi wojnę, a śmierć przynosi tylko śmierć
Kazmir MacBrewmann:
Ki chuj? Z obozowej karczmy wyszedł z zarepetowaną kuszą krasnolud, cały obóz zwrócił uwagę na owe kruki. Do kogokolwiek należały.
Kenshin:
Ork uśmiechnął się na wieść postoju i posiłku. Kenshin od wielu dni jadł jedynie upolowaną dziczyznę i nic innego nie miał w ustach. Teraz jednak miał okazję się najeść, więc nie zamierzał odmówić krasnoludowi. Druid wziął misę dobrego gulaszu a do tego jedną z drewnianych łyżeczek i rozpoczął rozkoszowanie się tym daniem!
- Dzięki krasnoludzie.
Podziękował brodaczowi i zaczął dalej jeść.
Kenshin w myślach dziękował Ventepi, że nakierowała go na przejeżdżający konwój i łapczywie podjadał do tego zagryzł sobie chlebem, gdyż musiał uzupełnić niedobory. Mina orka z każdym kęsem poprawiała się, ponieważ zaczął się uśmiechać a gdy ciepło dania rozeszło się po jego brzuchu był gotów ponownie zmierzyć się Revańską puszczą i jej zagrożeniami. W międzyczasie czarnoskóry ork zauważył ruch wokół namiotu dowództwa i czuł jakąś dziwną rzecz, jakby ktoś go poszukiwał kiedy on sobie spokojnie jadł i grzał się obok ogniska. Kiedy to nagle chmara ptaków nadleciała nie wiadomo skąd! Ork po chwili obserwacji lotu ptaków domyślił się z kim ma do czynienia, więc gdy zobaczył Lithana podszedł do niego go przywitać, nie ukrywając radości.
- Lithan na Ventepi! Co się stało, że raczyłeś nas odwiedzić? ÂŚlad po tobie zaniknął od naszego ostatniego spotkania. Jakie wieści przynosisz?
Zapytał się starego druha.
Lithan le Ellander:
Kruki znów zawróciły i ponownie przeleciały między obozowiskiem. Tym razem na wysokości twarzy drużyny. Minęły krasnoluda z kuszą i orka mówiącego do siebie. Nagle zleciały wysoko w niebo i spadły. Wszystkie w jedno miejsce. Uderzając o ziemię i o siebie rozbijały się w chmurę czarnego dymu. Trwało to tylko chwilę, a z dymu wyszedł mężczyzna. Był wysoki i szczupły, miał długie czarne i proste włosy. Oczy, które zdawały się odbijać nocne niebo. Nosił długą szatę. Podniósł oczy ku wam i spojrzał po was.
- Kto wami dowodzi? - spytał mag
Kenshin:
Ork może i mówił do siebie, ale wiedział kto się zaraz wyłoni z chmary ptaków. Lithan jak to Lithan znów miał orka w głębokim poważaniu. Właściwie to powinien już się dawno do tego przyzwyczaić, jednakże odpowiedział krótko i zwięźle magowi.
- Melkior syn Aragorna.
Lithan le Ellander:
Mag skinął orkowi głową, po czym rozejrzał się po zebranych szukając owego sławnego bękarta.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej