Tereny Valfden > Dział Wypraw
Widowisko. Gdy hazard przemawia
Canis:
Wyprawa fabularna
Salazar wyszedł z domu Siliona aep Mora proponując spacer jego najemniczce, jednak niezależnie czy chciała z nim iść czy nie, musiał iść. Zaciągając się po raz pierwszy fajką bagiennego ziela poczuł błogi stan uniesienia. A widoki których doświadczył były jak najbardziej realne i prawdziwe, jednak sam obraz był rozchwiany i obarczony ruchem, zmiennością materii jej niestabilnością... Więcej. Zaczął inaczej postrzegać każdą materię, nie przez to, ze miał problem z wyczuciem odległości, czy wielkości, ale czuł, ze inaczej dostrzega ścianę budynku z naprzeciwka, inaczej widzi i analizuje przechodnia... tak. było w tym coś innego niż codzienny spacer, jednak musiał iść do podgrodzia, to też tam skierował swoje kroki...
Silion aep Mor:
Milva przyodziana w swój nowy szato-płaszcz biegła za człowiekiem który powoli znikał już jej z pola widzenia. Było zimno więc przynajmniej się rozgrzeje. Biegła, biegła aż wreszcie dogoniła Salazara. - Panie, gdzie pan tak gnasz? - zapytała łapiąc z trudem oddech. Gdy już odetchnęła uśmiechnęła się i pociągnęła soczystego bucha z fajki. Szła ramie w ramie z człowiekiem.
Poszukiwacz:
Milva również została wprowadzona w delikatny trans. Drugi buch wprowadził ją w stan błogości i ukojenia.
Gdy szliście we dwoje uliczkami w dół, dojrzeliście poszukiwacza jednak dziś już nie był odziany w naturalny codzienny szary wypłowiały płaszcz. Dziś ten płaszcz był w kolorze pięknej bijącej czerni.
- Witaj Salazarze, a tej panienki to chyba nie znam, witaj. Też idziesz z nami? - Zapytał chrapliwym głosem spod kaptura.
//Sami opisujecie efekty waszego stanu po fajce z zielem ;)
Silion aep Mor:
Milva wystraszyła się widząc zakapturzonego jegomościa, oddała Salazarowi fajkę i zaczęła się cofać, powoli, powoli. - K-kim jesteś!? N-nie ważne. J-już nigdy więcej nie zapale! - odwróciła się na pięcie i pobiegła w stronę domu.
//Milva wraca do domu.
Canis:
Salazar wzruszył ramionami i machnął ręką na widok uciekającej Milvy. To chyba po strachliwym opiekunie taka wrażliwa. Pomyślał widząc jej falującą sylwetkę oddalającą się hem hem. No przecież 2 naraz nie spali, jedna mu starczy,wyciągnął dłoń do pozostałego na placu boju rozmówcy i podał fajkę.
- Masz, zapal... Jak widać idę sam! - I uśmiechnął się rozstawiając delikatnie szerzej nogi, gdyż falujący i zmieniający się obraz zaczynały oddziaływać na jego poczucie równowagi. - Masz moje graty? - Zapytał jeszcze nim wyruszą dalej.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej