Kobieta wciąż zaciekle zasłaniała się krzesłem z wystraszonym wyrazem twarzy trzęsąc się przy tym. Evening stojąca w drzwiach na którą padało od tyłu światło gdy w domu było stosunkowo ciemno wyglądała niczym ostatnia bandytka. Jej twarz jak i część ciała przysłaniał cień więc przerażona kobieta bała się jeszcze bardziej. Wysłuchała tego co dolatywało do jej uszu. Po chwili odłożyła krzesło na ziemię i usiadła na łóżku, podsunęła się bliżej ściany i przyciągnęła brodę do nóg chowając w nich delikatnie głowę. Mściciel dopiero teraz zauważyła że ów mieszczanka była cała zapłakana, spoglądała na nią nieufnym wzrokiem przygryzając wargę.
- Ten dom i tak już spisano na straty a drzwi prędzej czy później same by wypadły. - powiedziała z krzywym uśmiechem na twarzy.
- Kim jesteś i czego chcesz od mojego nieżyjącego brata Martina? - w tej chwili łzy napłynęły jej do oczu.
- W zasadzie bierz co chcesz, ja przyszłam tutaj tylko powspominać mojego kochanego brata, zaraz sobie pójdę. - powiedziała wciąż niepewna i wystraszona.
Krasnolud sprowadził się do pozycji siedzącej i odrzucił z siebie kołdrę. Posłał kobiecie zadziorny uśmiech i zaśmiał się cicho. Zszedł z łóżka i narzucił na siebie płaszcz. Zabrał krzesło którym zablokował drzwi i położył je obok. Narzucił topór na plecy, pas z nożami, kusze zostawił na ziemi. Wyekwipowany stał przy drzwiach i już trzymał dłoń na klamce.
- Czekolada na Valfden to towar mało popularny, raczej ekskluzywny ale teraz gdy odkryto Chatal powinien się rozpowszechnić. Wszystko za sprawą tego iż na archipelagu naturalnie rosną kakaowce z których po przetworzeniu tworzą czekoladę. Zaraz wracam słodziaku! - posłał kobiecie buziaka o tak

i zniknął na korytarzu zamykając za sobą wrota. Szybkim krokiem przebył korytarz i schody schodząc na parter. Podszedł do szynkwasu lecz nigdzie nie widział karczmarza. Zdziwił się lekko że ten chciwiec zostawił przybytek nie pilnowany.
Ludzie wciąż wyglądali na chorych, bladzi i smutni, przybici i wypompowani.
Nagle jak się okazało niziołek cały czas stał przy szynkwasie tylko że w chwili gdy krasnolud podszedł, on schylał się po coś pod blat. Takie to już dziwne sytuacje przydarzają się niskim osobnikom.
- Chce czego? Gdzieśta znikli? - zapytał z ciekawskim uśmieszkiem.
- Nie twój interes kurduplu. Czekoladę macie? Wiem że w Atusel mają więc na pewno transportują wgłąb wyspy. - rzekł znudzonym głosem.
- Czekoladę? To takie czarne z mleka robione? - upewniał się.
- No tak to. Macie? - zapytał.
- Chwila... - zaczął gmerać pod ladą, nic nie znalazł. Odwrócił się na pięcie i zniknął na zapleczu. Nie było go dobre kilka minut. Pewnie przekopał cały magazyn. Wreszcie przyszedł do krasnoluda i położył małe zawiniątko na blacie. Wewnątrz była mała bryłka gorzkiej czekolady.
- Panie to będzie z 40 grzywien. - rzekł zacierając ręce z chciwym uśmieszkiem.
- Ech... Dobra ździerco. Masz. A no i jeszcze za pokój. - rzucił na szynkwas mały mieszek z 50 grzywnami, taki co miał być na potencjalne łapówki czy coś.
Niziołek wziął pieniądze i zniknął na zapleczu.
Silion zabrał zawiniątko i ruszył szybko do pokoju tak by karczmarz go nie widział. Nie chciał by ten dowiedział się że się włamał do pokoju. Co z tego że zapłacił z opóźnieniem, wszak włam to włam.
Otworzył drzwi i wszedł. Zamknął za sobą wrota, zablokował je krzesłem i podszedł do maurenki uśmiechając się szeroko. Usiadł na kraju łoża i podał kobiecie zawiniątko.
- Smacznego! To ci doda sił i z pewnością poprawi humor. - rzekł wesoło lecz z pewną dozą troski.
- A co do Chmielowa. Nie sądzę by jakikolwiek czarnoksiężnik spróbował się tam jeszcze pojawić. Zabiorę cię po prostu na romantyczny wypad. - rzekł zrzucając bronie na ziemie.
765-50=715 grzywien