Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pewnej mroźnej nocy

<< < (2/25) > >>

Funeris Venatio:
- Czy to... Pan Kanclerz? - zadał pytanie ten, który odezwał się pierwszy, wychodząc dwa, trzy kroki przed resztę.

Szarleǰ:
- We własnej osobie - odparł rycerzowi podejrzliwym tonem. Miał bowiem nieodparte wrażenie, że będą się chcieli podzielić z nim swoim problemem, co z jednej strony było dość budujące, jednak z drugiej prawdopodobnie strasznie problematyczne. W każdym razie postanowił sprawdzić co z tego wyniknie.

Funeris Venatio:
W głowie rycerza zaświtała pewna myśl. Podchodząc jeszcze dwa kroki bliżej miał już pewność, że stoi przed nim sam Kanclerz Szarlej, ważna i poważana osobistość w królestwie Valfden, jeden z najbliższych doradców miłościwie nam panującego króla Isentora I Aquila. Kapitan tego skromnego oddziału, Artur von Baden, jak się za chwilę przedstawił, miał pewien mały problem, jak się szybko okazało. Postanowił w swej śmiałości podzielić się z nim z Kanclerzem, licząc na to, że ten dopomoże czwórkę skromnych rycerzy Zartata swoją radą i mądrym słowem, jak to zgrabnie określił.
- Nieco za miastem, przy jednej z okolicznych farm, wieśniacy natrafili na jakąś podziemną strukturę. Kopali właśnie ziemiankę, gdy okazało się, że natrafili na skalne i murowane budynki, pochodzące zapewne z dawnych czasów. Szybko wezwano patrol, który akurat przejeżdżał z boku, czyli nas, który miał to zbadać. Weszliśmy do środka, na mały rekonesans, a wyszliśmy tutaj, w obrębie murów miejskich. Poinformowaliśmy od razu kapitana straży, który polecił skierować się bezpośrednio do oficera dyżurującego strażników miejskich w głównej kordegardzie. Ten jednak jest niedysponowany, trawi go gorączka i od dwóch dni jego obowiązki sprawuje zastępca, który wyjechał wczoraj koło południa w jakiejś sprawie i jeszcze nie wrócił. Pełniący jego obowiązki dyżurny poprosił o skierowanie się do podmarszałka wojskowego, będącego oczywiście w delegacji. Następny w łańcuchu dowodzenia powinien być główny kapitan straży, przebywający aktualnie na szkoleniach w siedzibie Bractwa ÂŚwitu w gminie Raschet, konsultujący jakieś ważne sprawy z Kanclerzem i Marszałkiem Bractwa. Powoli wyczerpują nam się osoby z listy eskalacyjnej, a nie chcemy uderzać od razu do samego króla. Drogi Kanclerzu Szarleju, proszę, dopomóż. Komu to zgłosić, by regulaminowi stało się zadość i udało nam się szybko, bezpiecznie i bez rozgłosu załatwić sprawę?

Szarleǰ:
Szarlej wysłuchał gorączkowej przemowy rycerza Artura głaskając Norę po głowie, by wreszcie usłyszeć pytanie, na które oczekiwał. Przyłożył wtem palec do ust, uniósł wzrok ku górze i zamyślił się na moment, po czym westchnął przeciągle.
- Cóż, normalnie odesłałbym was do marszałka, jednak tak się nieszczęśliwie składa, że ten również wyjechał na kilka dni. Nie wydaje mi się, by należało zawracać Królowi głowę taka błahostką, prawda Nora? - spojrzał na zwierze, które chyba straciło już jakiekolwiek zainteresowanie, olało jego pytanie i oddaliło się, by kontynuować swoje poszukiwania. - Zresztą, jego również obecnie nie ma w mieście. Wygląda zatem na to, że sam będę musiał się temu przyjrzeć. Byłbym rad, gdybyście zechcieli pokazać mi te tajemnicze zabudowania.

Funeris Venatio:
- Ależ oczywiście, oczywiście - powiedział Artur, syn jednego ze szlachciców mieszkających mieszkających na południowym-zachodzie wyspy. Wskazał ręką kierunek i pozwolił sobie ruszyć przodem, dając znak swoim ludziom, by zabezpieczali pana Kanclerza Koronnego z tyłu. Nie uszli daleko, gdyż dzielnica handlowa nie znajdowała się w jakiejś niewyobrażalnej odległości od wschodnich murów miasta. Gdy byli już na ulicy im. Tadeusza Kościuszki, rycerz wskazał na wysunięty fragment muru, który szedł od głównych ich linii w stronę miasta, zamykając jeden z kręgów wokół niektórych dzielnic. Tuż przy baszcie cechowej rymarzy, którzy utrzymywali ją i bronili w razie oblężenia, zatknięto w ziemię pochodnię, żeby dobrze oznaczyć miejsce. Stał tam następny rycerz, pilnujący przejścia. Artur wskazał na dziurę biegnącą w fundamencie, wiele metrów w dół. Wytłumaczył, że przeszli cały odcinek od owej farmy, aż wreszcie znaleźli się na tej wysokości, widząc potencjalnie ślepy zaułek. Okazało się jednak, że to, co wzięli za ścianę, było fundamentem muru miejskiego, a w nim znajdowały się otwory, po których z łatwością dało się wspiąć. Doszli więc na górę, podważyli pojedynczy, wystający kamień, obsypali na siebie nieco ziemi i wyszli tutaj, na owej ulicy. Robota zapewne jeszcze z czasów dracońskich, gdyż jak wiadomo, całe miasto stoi na fundamentach ich starożytnych budowli.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej