Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Filantrop zza grobu
Henandur Gnivaral:
- Młodzik, który się stara. Naprawdę godne podziwu, ale mądrość u niektórych przychodzi z wiekiem. Gdybym zdradził losową lokację. Nie będziecie pewni, że tam znajdzie się moje serce. Nie możecie pójść tam ze mną do serca, ponieważ razem opuścimy kryptę i będę wolny zaraz po opuszczeniu archiwów. Wtedy już nic nie będzie stało na przeszkodzie by was opuścić. Nie macie w tej sytuacji żadnego wyjścia. Wiedza o moim sercu do niczego wam się nie przyda. Nie jesteście w stanie wykorzystać tego przeciwko mnie.
Rodred:
Skrzyżowałem ręce na piersi.
On ma rację. Przyznałem przed samym sobą. Kończą mi się pomysły a i tak mu nie ufam. Jest to lisz, że tak powiem starej daty. Po tak długim zamknięciu, nie wiadomo czy jedynego czego będzie chciał to zemsty. Mówi że po za archiwum będzie wolny. Może tylko chce byśmy go wyprowadzili a później nas zabije? Ja bym go tu zostawił.
Powodem tej decyzji w znacznym stopniu może być nieznajomość sytuacji na froncie. Jednak kto wie, czy ten lisz nie stanie się dla nas drugim frontem?
I tak decyzja należy do króla, a ja nie mam mu już co doradzić.
Devristus Morii:
No nie jesteśmy, bo nikt nie zdradziłby miejsca ukrycia swojego serca, które dało mu nieśmiertelność. Jedyne co teraz możemy to nic innego jak "zaufać" sobie, bo w końcu łączy nas prawo cienia. ÂŻaden z Nas nie wie co się stanie jak wyjdziemy z archiwum, ale każdy zauważył, że w obecnej sytuacji to my jesteśmy na pozycji przegranej, nieprawdaż? powiedział Devristus kierując słowa do wszystkich Nie róbmy z siebie wrogów, ale przyjaciół od razu też nie. Los różne scenariusze pisze i może być tak, że to my będziemy potrzebować Twojej pomocy albo Ty Naszej.
Isentor:
Mistrz przysłuchiwał się rozmowie lisza z Rodredem. Nie chciał nic dodawać, nieumarły miał pistolet z magazynkiem pełnym argumentów. Pozostaje mi zaufać mu i złożyć przysięgę - pomyślał. Tutaj nic nie wskóram, możemy się dogadać i będę go obserwował. Jeśli nie zechce dołączyć do walki o naszą sprawę, będziemy musieli się pożegnać. Isentor powoli podszedł do lisza i wyciągnął do niego dłoń.
Henandur Gnivaral:
A więc pojednanie. Lisz wyciągnął wychudzoną i kościstą dłoń w stronę mistrza Isentora. Kiedy uścisnęli sobie dłonie oboje wypowiedzieli. - Jestem nieśmiertelny, jestem ciemnością, wieczną nocą, która rozciąga się na odległość gwiazd. Nie można mnie przezwyciężyć, bo nie ma nikogo potężniejszego niż ja. ÂŚwiatło słońca może odegnać noc, ale w końcu wszystko powróci do mnie, jam jest ciemnością, jam jest dzieckiem nocy, a oto moja przysięga. Czarna energia magiczna otoczyła dłoń lisza, fioletowe wyładowania elektryczne tańczyły wokół dłoni mistrza. Obie energie magiczne starły się w pustkę, która zapadła się i zniknęła zaraz po wystąpieniu anomalii.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej