Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na drodze ku zrozumieniu - Andreos
Nessa:
To oczywiście był las. Taki leśny las. Sad, gdyby był tak blisko miasta, pewnie zostałby jakoś ogrodzony, by dzieciaki nie kradły owoców. Słońce już powoli żegnało się z Andreosem. Jednak czym jest noc pośród drzew dla przyszłego członka Konkordatu?
Andreos:
Zmierzcha się, a ja idę do lasu, ale czymże jest noc w lesie dla obrońcy puszcz? takie naszło turdnaszana pytanie w swej wędrówce. Trochę stopy zaczynały go boleć, ale co się dziwić skoro las był tak daleko od miejsca, w którym zostało zlecone mu to zadanie. Chociaż brak obuwia mógł odpowiadać w większości za ból i zmęczenie, jednak Andreosoa poniosły emocje przez które zapomniał zakupić sobie rzeczy.
Nessa:
Była już pora, w której wiele osób woli nie wychodzić z domów. Matki pilnują swoje dzieci, babuleńki opowiadają historie o dziwach, a mężczyźni idą się napić, by odreagować pracowity dzień. Turdnaszan jednak kroczył do lasu. Nawet niewielu myśliwych o takiej porze rozpoczyna polowanie. Chociaż jest jedna szczególna rasa, która umiłowała sobie zmrok.
I tak Andreos trafił do lasu. Ciemnego, nieprzyjaźnie wyglądającego, choć na swój sposób spokojnego. Mógł dostrzec, że część życia zamiera, a część dopiero się budzi. Niektórzy drapieżcy dopiero teraz wychylają się z jam, a sowy zaczynają swoje pogaduszki. Na swój sposób wesołe miejsce, choć o tej porze, gdy coś chodzi ci po ramieniu, to nie do końca możesz dojrzeć, co to jest.
Las miał do niego przemówić, lecz milczał. Pod jednym z drzew jakieś dziesięć metrów dalej turdnaszan dostrzegł ruch, a zaraz potem doszło go ciche łkanie.
Andreos:
Jeśli przychodzi sie do miejsca z złymi zamiarami, automatycznie następuje spaczenie tego miejsca pomyślał Andreos, gdy wszedł do lasu Lecz jeśli przychodzi się do miejsca z dobrymi zamiarami to zło nigdy tak łatwo się nie poddaje Kiedy zakończył swoją myśl do jego oka dotarło światło, które poprzez wszystkie zmiany w oku z energii świetlnej na energię elektromotoryczną przekazywana przez neurony, ukazało mu ruch w odległości 10 metrów w okolicy jednego drzewa. Pewnie jakiś nocny mieszkaniec lasu przeszło mu przez głowę, ale zaraz potem usłyszał ciche łkanie. To go zaciekawiło. Skierował swoje spokojne i ostrożne kroki w kierunku łkania.
Nessa:
ÂŁkanie jednak nie pochodziło od typowego nocnego mieszkańca lasu. Pod drzewem siedziała dziewczyna (co można było określić po łkaniu) i płakała. Nie zwracała początkowo uwagi na Andreosa. Miała na sobie czerwony płaszcz i tylko tyle na razie turdnaszan mógł zobaczyć. Dookoła nikogo nie było. Zdawało się, że nawet sowy umilkły.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej