Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Na drodze ku zrozumieniu - Andreos

(1/3) > >>

Andreos:
Nazwa wyprawy: Na drodze ku zrozumieniu - Andreos
Prowadzący wyprawę: Nessa
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: ukończenie zadania szkoleniowego u Respeva
Uczestnicy wyprawy: Andreos

Mam się udać do lasu za murami miasta, lecz która bramą mam wyjść aby jak najszybciej do niego dotrzeć? Miasto jest ogromne, a wielkie budynki zasłaniają widoki za murami miasta. Nie dane mi było wejść na mur lub skorzystać z wież strażniczych. Moja wiedza na temat topografii Efehidionu nie jest na wysokim poziomie. powiedział lekko zawstydzony Andreos, ale w myślach dodał Może to wcale nie chodzi aby jak najszybciej do niego dotarł,bo mieszkańców puszczy można spotkać też tutaj leżących w rynsztokach!

Nessa:
- I na tym właśnie polega magia - uśmiechnął się staruszek, wstając. Poszedł do stolika, który był za nim, wziął buteleczkę z jakimś brązowym płynem i upił dwa łyki. Nawet się nie skrzywił. - Którąkolwiek bramą nie wyjdziesz i tak trafisz na miejsce swojego zadania. Jednak najszybciej dotrzesz do lasu, jeśli wyjdziesz z namiotu i udasz się najszerszą ulicą, przybliżając się do dźwięków targowiska. Przebrniesz przez nie, pilnując mieszka, i na przeciwległej stronie znowu będzie wyjątkowo szeroka ulica. Początkowo pewnie tłoczna. Trzymaj się jej, a na pewno się nie zgubisz. Zawsze możesz sugerować się wozami, które głównie jeżdżą między dzielnicą handlową, a właśnie bramami.

Andreos:
Dziękuję za tą jakże cenną rade
Powiedział, ukłonił się i wyszedł z namiotu, w którym rekrutował Konkordat puszczy i kniei. I tak jak powiedział staruszek ruszył szeroką ulicą, na której kręciło się mieszczaństwo czy rodziny z dziećmi, które wybrały się na spacer po stolicy. Szedł pewnie i szybko, gdyż na to pozwalała szerokość ulicy, a także mniejszy ruch w tej jej części. Jednak im bardziej zbliżał się do targowiska ilość ludzi zwiększała się lawinowo, ale najbardziej przeszkadzał Andreosowi hałas, który związany był z targowiskiem. Lawirując między mieszkańcami i straganami przemieszczał się dość szybko po dzielnicy handlowej. Teraz pozostało mu tylko dojść do bramy.

Nessa:
Po drodze nikt go nawet nie zaczepił. Dla większości mieszkańców rasa Andreosa wciąż była zagadką. Niektórzy przyglądali mu się z zaciekawieniem, inni z przerażeniem. Matki odciągały dzieci, które lgnęły do tego co nieznane. Staruszki krzywiły się i wzywały bogów. Jednak nikt nie zachował się agresywnie. Uprzejmie czy serdecznie również.
I tak turdnaszan dotarł do bramy. Staruszek pokierował go dobrze, a sama stolica zbudowana była bardzo logicznie. Ciężko się zgubić, trzymając się głównych ulic. Kilku strażników krzątało się wokoło, jednak nic nie blokowało przejścia i ruszenia ku wskazanemu celowi.

Andreos:
Szedł tak ku końcowi drogi, który był jedną z bram wychodzących z Efehidion. Kolejny spokojny wieczór chyba cieszył strażników będących na służbie pilnowania tego wejścia do stolicy. Krzątali się, a niektórzy opierali o ściany budowli, a jeszcze inni przesiadywali na posterunku strażniczym. Ci to mają dobrze. Robią co chcą i kiedy chcą pomyślał Andreos mijając stróżówkę. Niczym pokarm zjadany przez człowieka, turdnaszan wszedł jedną stroną bramy, a wyszedł drugą. Jednak w jego wypadku trwało to co najmniej 10 minut. Kiedy znalazł się już poza stolicą, rozejrzał się i w oddali ujrzał dużą ilość drzew, lecz nie mógł stwierdzić czy to las czy może sad, których pełno było wokół tego warownego miasta.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej