//Na samą myśl o wódce po przedwczorajszym dniu - mam dość xD
Mohamed ciągle stał oparty o burtę, wsłuchując się w pieśni marynarzy, zaciągając się papierosem i wzdychając. Niektórzy potrafią się wyluzować. On miał z tym zawsze problemy. Ale czy na pewno zawsze? Gdy przybył na Valfden, był bardziej rozluźniony, przyjaźnie nastawiony. Teraz, po kilku latach na wyspie stał się zgorzkniały, pozbawiony uczuć, wyprany ze swej dziecięcej delikatności. Tylko dlaczego? Co zmieniło jego życie na tyle, że stał się... taki? Nie musiał się zastanawiać. Wiedział. Sam postanowił wieść taki żywot. Pozbawiony miłości, przyjaźni. Kruczy żywot. ÂŻywot Samotnika.
Mówi się, że zabójca doskonały nie ma przyjaciół - tylko cele. Doskonały zabójca nie ma tożsamości - ma za to wiele twarzy. Zabójca doskonały nie ma sumienia - tylko zadania. Pierwsze dwa określenia pasują do niego idealnie - przyjaciół nie ma, nie musi się martwić, tożsamości też. Nikt go nie zna, znają tylko jego powierzchowną wersję. Tą, którą dojrzy każdy. A sumienie? Wyzbyłem się go już dawno temu, pomyślał Kruk. Dawno temu...
Rozejrzał się po pokładzie, gasząc niedopałek papierosa i wrzucając do morza. Na statku podróżowało wiele osób. Silion i Armin, para kochanków, Kruczy bracia... Szarlej, nowy kanclerz koronny, szlachcianka Eve, pani rycerz z Bractwa ÂŚwitu.. Z nikim się nie znał. Nikt nie znał go. Nikt się z nim nie przyjaźnił, ani on nie chciał się zaprzyjaźniać. Nie był nachalny...
W każdym z tych ludzi widział tylko potencjalnego sojusznika na zbliżającą się wojnę. Sojusznika albo... wroga. Sam bowiem niedawno stwierdził, że zabójca doskonały nie ma sumienia... Być może, za odpowiednią cenę, będzie zdolny zdradzić tych mniej ważnych spoza kręgu kruków? Wszystko zależało od przyszłości, od drogi jaką podąży.