Stał jak wryty słuchając przemowy demona i niemal nie dowierzał własnym uszom.
- Pewnie, kurwa, czemu nie - mruknął pod nosem.
Minęło kilka chwil, a stał twarzą w twarz(e) z piekielnym ogarem. Nie było zbyt wiele czasu na zastanowienie. W takich momentach stres, czy strach przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Albo się szybko działa, albo szybko ginie. Szarlej o stokroć wolał to pierwsze rozwiązanie. Z początku bestia powoli stąpała w jego kierunku i parskała groźnie, raz po raz wypluwając z paszczy języki ognia. Kruk zrobił ostrożny krok w tył, potem następny i jeszcze jeden. Starał się zachować dystans, jednocześnie nie rozjuszając bestii. Jeśli ta rzuciłaby się za nim w krwiożerczą pogoń, prawdopodobnie byłby już trupem. Postanowił rozegrać to strategicznie. Co prawda nie miał zbyt szerokiego wachlarza możliwości walki z piekielnym czworonogiem, jednak w głowie zaświtał mu pewien plan.
Tak, to powinno zadziałać, pomyślał. Wiedział już, że tego zwierzaka trzeba przechytrzyć. Przez chwilę czuć było w powietrzu niewyobrażalne napięcie, które Szarlej miał zamiar szybko i efektywnie rozładować. Wtedy bestia warknęła przeciągle i ruszyła na kruka. Trzema długimi susami pokonała dystans między nimi. Już wyciągnęła szyję, a jej szczęki rozwarły się, by Szarlej mógł dokonać w nich swego żywota. Jednakże nie spodziewała się jednego.
Człowiek zaoszczędził wystarczająco dużo czasu, by skoncentrować dawno nieużywaną energię.
- Aresh! - ryknął w ostatniej chwili, a przed nim, jak grzyby po deszczu, wyrosły ostre jak sztylety, magiczne stalagmity. Miał nadzieję, że uda mu się złapać potwora w pułapkę. Nie miał jednak czasu, by sprawdzić, czy udało mu się pokonać piekielnego przeciwnika. Biegł już bowiem ile sił w nogach, by oddalić się na bezpieczny dystans, lub kontynuować ucieczkę w razie, gdyby jego plan zawiódł. W międzyczasie odnalazł schowaną za pazuchą runę wody. Zrobił to momentalnie, jak i również momentalnie odwrócił się w stronę bestii i wypowiedział inkantację.
- Anoshu!
Po chwili z jego rąk wystrzelił mroźny podmuch, wycelowany prosto w gorejącą paszczę ogara. Na koniec sięgnął po kuszę zawieszoną u pasa, z zamiarem nałożenia jednego z bełtów na łożysko i wyprowadzenia kolejnego i, miał nadzieję, ostatniego już ataku.