Tereny Valfden > Dział Wypraw
Poszukiwania
Stisla:
Zanim Melkior zaczął mówić, Stisla rozsiadł się już wygodnie na krześle. O dziwo nie popijał piwa.
- A co ma być komandorku? - zapytał grzecznie krasnolud.
W głębi serca kołatało mu jednak sporo niejasnych myśli.
Co ja tutaj robię? Czy dobrze zrobiłem? zamyślony nie do końca słuchał lidera Bękartów. Posępna mina zmieniała się w jeszcze bardziej wykrzywioną z każdym słowem Melkiora.
- Czy ty chcesz nam powiedzieć, że pruliśmy dzisiaj powietrze naszymi skarbami w dłoniach bez celu?- zapytał ni stąd ni zowąd.
TheMo:
Themo oczywiście złapał za kufel piwa i przysiadł się do szefa. Wysłuchiwał jego słów sącząc przy tym piwo. Gdy jego towarzysz skończył gadać odstawił w połowie pełne naczynie i otarł pianę z brody. Jego mina również posmutniała.
-No cóż, to nie było miłe zachowanie z jego strony. Ale nie ma takiej plamy, której się nie da zmyć. Haniebne czyny twego rodu muszą zostać przesłonione przez te chwalebne. Jesteśmy ekipą i twoje problemy są też naszymi. Trochę jak w starym małżeństwie, hehe. Tylko jeszcze się nie ciupcialiśmy.
Pozwolił sobie na żart, by rozluźnić atmosferę. Podniósł do ust swój kufel i upił trochę trunku.
-Co do Vladzia, to trzeba skończyć to, co zaczęliśmy. Pamiętaj. Masz mój miecz.
Stisla:
Krasnolud nie odezwał się ani słowem po wyznaniach Themo. Siedział jakby go coś zamroziło. Czekał chyba na pioruny z nieba...
I ta ciągła przewodnia myśl w głowie męczyła go już od dłuższej chwili:
Co ja tutaj robię? Czy dobrze zrobiłem?
Melkior Tacticus:
- Cel nie istnieje, są tylko środki Stisla. Jedyna warta wspomnienia rzecz ze słów mego ojca. Wykorzystano nas, mimo to Vladimir jest skurwysynem a skurwysynów się bije. Sam zdecyduj co poczniesz.
Stisla:
- No to idziem go prać czy nie? - wybudzony z zadumy krasnolud wreszcie przemówił.
- Nie ma na co czekoć. My tutej tak znów siedzim, a ja chce pochędożyć trochę jeszcze tej nocy.Wiemy gdzie ta bestyja jest tera?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej