Tereny Valfden > Dział Wypraw
Poszukiwania
Stisla:
//Zostało trzech. ;)
Stisla widząc nadchodzące wsparcie ruszył ku uciekającym zbirom. Pewnie jeszcze przed bramą zdążył by jednego skrócić o całe ramię, ale w całym tym pędzie (o ile krasnoludzki szybki bieg jest czymś zadziwiająco rychłym) zagubił się i potknął o własną nogę.
- Kurka nioska - zdążył tylko rzucić, po czym runął całym ciężarem ciała nurkując głową w piachu.
Melkior Tacticus:
//Mój błąd ;)
Już na placu Melkior rzekł:
No to żeśmy im pokazali... co za kretyni. - stwierdził oczywisty fakt i splunął siarczyście na piach - Chodźcie do karczmy, musimy pogadać.
Stisla:
Stisla z trudem podniósł się ziemi. Całą twarz miał pokrytą wilgotnym piaskiem, który przykleił mu się do twarzy i owłosienia w okolicach głowy. Splunął kilkukrotnie tak by całkowicie pozbyć się drobinek z ust. Trochę przy upadku znalazło się w jego jamie ustnej.
- No, gonimy, czy jak? - zaproponował
- No to do karczmy. - mówiąc to stanął na nogi i otrzepał się. Następnie nie zważając na zachowanie innych udał się do wskazanego miejsca.
TheMo:
Themo zarzucił kuszę na plecy i podziwiał kurz unoszący się za uciekającymi bandytami. Szkoda mu było nawet marnować bełta na tych tchórzy.
-Porwali się z motyką na słońce. Ale trzeba się umocnić, bo mogą wrócić.
Splunął za mur i spokojnym krokiem zszedł ze schodów nakazując strzelcom wrócenie do swoich zajęć. Przyspieszył nieco i skierował swój chód w stronę drzwi od karczmy. Od tych wydarzeń zaschło mu w gardle.
Melkior Tacticus:
W karczmie. - Dostałem list od ojca... stchórzył i opuścił Valfden zostawiając mi majątek i... i masę problemów. Skazę na honorze i nazwisku. Skazę której nie da się tak szybko zmyć. Jestem wściekły bo ojciec wykorzystał mnie i Was do swych brudnych pseudo politycznych gierek. - mówił poprawiając się na krześle - Walka z Vladziem to teraz sprawa osobista, nie mogę wymagać od żadnego z Bękartów tego że dalej będzie pomagał w walce z tą kurwą. Jak będzie z wami?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej