Tereny Valfden > Dział Wypraw
Do Bastardo! Droga wolna...
Stisla:
- Szukam, nie szukam. A tak sobie przeglądam stertę ofert. - ponownie zażartował krasnolud, tym razem ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
- Ha, ha liszem, ja liszem? A co jam jest jaki mutant? Wyglądam ci ja na takiego?- parsknął śmiechem jednocześnie tupając nogami -
- Rojdredzie, czy jak ci było druhu. Zbierej no te dupsko swoje i załatwiej mi konika, abo nie lepiej wóz jaki, bo się na kucach nie nauczył jeszcze jeździć. Wtedy to sie może dogadamy. Odprowadzisz mnie do Raschet, co by mi samotnie nie było, co? Pamiętej ino, nie namawiej wiency na ten Twój Pakt. Ja liszem, he he - skończył w końcu mówić.
// sorka za "Rojdreda", miało być zabawnie. Jak masz ochotę "pochędożyć" ze mną to zapraszam. ;)
Rodred:
- Rodred.. Powiedziałem sucho. Popatrzyłem z lekką wzgardą i zażenowaniem na krasnoluda. Cóż... chyba będę musiał się przyzwyczaić do ich kultury... Już weselej. - Posłuchaj no panie krasnoludzie. Ja chyba mam kieszenie dziurawe albo coś bo grzywien to nie mam za wiele. Zrobiłem zmartwioną minę zaraz potem się rozchmurzając. - Widzę jednak, żeś pan dziarski chłop jak każdy z pańskiej rasy. Jam jest dziarski również jako, że jestem mutantem. Proponuje więc się przejść, pogadać. Z nowym ciałem bym się obył, a pan panie krasnoludzie. Tu znacząco spojrzałem na krasnoludowy brzuch, któremu się z lekka urosło od wszelakiego rodzaju trunków. - Przejść też się powinien. ... Jakby droga nam się dłużyła to zawsze można złapać jaki wóz do tego.. no ... Rashtot? Ja tak większość podróży odbywam. Tanio, przyjemnie, jest z kim pogadać. A jakież to sprawy masz tam do załatwienia?
Stisla:
- No, przecie mówie, że Rojdred. - krasnolud wyszczerzył pięknie wszystkie zęby jakie posiadał - Jam Stisla, tak mnie zwą. Pewnie słyszał o moim oćcu, Manek, wyrobnik jak żaden. Kto go nie zna to świata nie widzioł. No, ale mniejsza o to. Coś piołeś...A! Spodnie się podziurawiły? No pech, nie mam ci ja nici, ale Ellmor mi świadkiem, żebym cerował druhowi portasy jak trza. No nic za darmo, jakiego winka czy cosik, kurka nioska, musiał byś polać, no, ale może kiedy indziej - swoim zwyczajem Stisla mówił dużo... albo jeszcze więcej.
- My z natury takie wysportowane. Krasnolud to synonym rześkości. - zarechotał radośnie klepiąc sie po brzuchu. I dodał już poważniej - Raschet, Rashtot może to i tak było... Zara mi sie przypomni ino gdzie jakiego kielonka ciepne w gardło. Ma może coś pod ręką- zapytał
- A co do moich spraw, to niech byndą moje, bo co ci bede opowiadoł, że kumka tam na mnie czeka. Niespodziankę jej zrobić zamierzam.
Rodred:
Zignorowałem celowe przekrecenie mego imienia.
Trunków żadnych przy sobie nie posiadam. Powiedz mi Skisla jak chcesz tą kumke zaskoczyć jak czeka? Mniejsza z tym, ruszajmy, droga daleka!
Ruszyłem wskazując drogę krasnoludowi.
Stisla:
- No to pójdziem o suchych ryjcach, Trudno się mówi - poszedł w kierunku wskazanym przez Rodreda - A co do baby... Czeka, ale nie wie kiedy bynde, na Ellmora, czepiosz się druhu szczególików - mrugnął w kierunku towarzysza podróży i ruszył przodem - No, ten tego...Daleka, kurka nioska, droga przed nami...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej