Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tam, gdzie ciała spoczywają na wieki
Lucas Paladin:
Evening, Gunses i Lucas
- Nie jesteśmy myśliwymi. - odpowiedział tylko wampirowi Lucas i zabrał się za oprawianie jednego z kresharów pod kątem przygotowania pożywienia. Ostrym nożem oddzielił mięso od futra, kości niestety trzeba będzie się pozbyć już po usmażeniu, skorzystał również z mięsa przygotowanego przez Evening. Z drewna pozostałego na opał przygotował prowizoryczny ruszt, na którym umieścił oprawionego kota. Po około pół godziny intesywnego podgrzewania nad ogniem, mięso było już gotowe do spożycia. W razie czego były jeszcze inne ciała, które można było przygotować do jedzenia, jakby jeden kreshar to było za mało. Cóż, takie warunki. Lucas skosztował mięsa, nie było najgorsze. Podał też kawałek Evening i samemu myśliwemu. Było już w granicach godziny 1, należało skorzystać ze snu, aby jutro móc intensywnie ruszyć dalej.
//Guciu: jeżeli trzonek się nie złamał i z lotką nic się nie stało to nie widzę przeciwskazań. Marysiu: tak, możesz je wziąć.
Mogul
Z daleka dostrzegłeś truchło kreshara na ruszcie i prowizoryczne ognisko, przy którym stała trójka ludzi. Dwoje zakutych w zbroje, jeden w skórzanym pancerzu. Rozmawiali ze sobą, nie wyglądali raczej na grupkę, na którą natknąłeś się całkiem niedawno. Dodatkowo zauważyłeś martwe ciała kresharów, które leżały rozłożone po prowizorycznym obozie.
Mogul:
Ten jeden to na pewno on Stwierdził Mogul, choć nie mógł być jeszcze do końca pewien. Zwolnił, coby nie wystraszyć ludzi z obozowiska, dalej był czujny i gotowy do walki.
Evening Antarii:
Był środek nocy. Zbliżała się ta godzina, kiedy człowiek zazwyczaj śpi najgłębiej i miewa sny.
-Smacznego-- Eve skosztowała oprawionego i usmażonego mięsa. Nie było to może danie jakie podaje się w drogich restauracjach, ale skutecznie napełniało brzuch, a uczucie głodu znikało. To było najważniejsze, aby nie stracić sił przed walką z armią nieumarłych i potężnym magiem.
Dziewczyna po "kolacji" ściągnęła ze swojego konia derkę i położyła ją na ziemi w takiej odległości by docierało tam ciepło z ogniska, ale żeby przypadkowo nie włożyć na przykład ręki do ognia.
Potem ułożyła się, kładąc dłonie pod głowę i zamykając oczy.
Lucas Paladin:
Wszyscy
Evening układając się wygodnie zapadła w błogi sen. Lucas rozpoczął przygotowywanie posłania, podczas gdy Gunses usłyszał kroki, w odległości około 30 metrów od obozu. Noc była już niemal w pełni, zmysły wampira wyostrzone były niemal do perfekcji. Gdy Mogul zbliżył się o parę metrów, hrabia Cadacus dojrzał jego sylwetkę już prawie w pełni. Charakterystyczna demoniczna ręka orka rzucała się w oczy, bardzo prawdopodobne, iż znali się już ze szkolenia Bestii. Lucas nie wyczuwając żadnego zagrożenia, ułożył się wygodnie obok Evening i zasnął.
Gunses:
Gunses leżał na ziemi, plecami oparty o pień, jedną nogę miał zgiętą w kolanie, druga leżała swobodnie wyciągnięta w kierunku ognia. Nożykiem strugał kawałek drewienka, ostrząc go bez konkretnego celu. Ciemny cień zbliżający się do ogniska zobaczył z daleka. Widział że obserwuje ich, że zbliża się. Poznał w nim orka, nie wiedział jednak, że to ten Ork. Ork, bo tak Gunses zwykł mówić do Mogula. Kiedy poznał już że to jest Ork, a nie byle jaki ork, uniósł swe ciało prawie, tak, dosłownie uniósł je, a nie podniósł się. Przeszedł cicho niczym śmierć pomiędzy rycerzami zakonu i wyszedł z kręgu światłą. Zbliżył się do Mogula
- Witaj, Orku - wampir nie wyzbył się swoich nawyków - Miło znów Cię widzieć na szlaku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej