Tereny Valfden > Dział Wypraw
Błotna maseczka
Mohamed Khaled:
Zajechał więc po prom, skąd siadł na niego i schował się gdzieś tam na boku. Chciał jak najszybciej przepłynąć Brim, by dotrzeć do Atusel, które jak zwrócił mu uwagę głos z nieba, leżało kilka dobrych kilometrów od głównej siedziby.
Anette Du'Monteau:
Oczywiście w czasie podróży nie obyło się bez żebraków proszących cię o drobne czy denerwujących dzieci, które biegając wokół i bawiąc się, ciągle cię trącały. Na całe szczęście dotarłeś w końcu na drugi brzeg. Opuszczono trap i po zebraniu rzeczy pozwolono wam zejść znów na ląd.
Mohamed Khaled:
Kruk trzymał nerwy na wodzy. Jego zawód tego wymagał, więc banda dzieciaków, czy tez żebraków nie robiła na nim większego wrażenia. Jednakże, gdy opuszczono trap.. Szczerze odetchnął.
Siadł na konia i spokojnie, bez pośpiechu, tak dla rozluźnienia, począł jechać w stronę Atusel, nucąc balladę.
Anette Du'Monteau:
Wiosna się już zadomowiła na Valfden to też przejażdżka wcale nie była taka zła. W pewnym momencie natrafiłeś na rozwidlenie dróg. Jedno prowadziło na bardziej uczęszczaną trasę, drugie zaś do takiej prowadzącej przez las. Pierwsza rzecz jasna była nieco dłuższa, lecz wydawało się że przyjemniejsza. Druga natomiast szybsza, choć niepewna. Teraz wybór należał do Ciebie.
Mohamed Khaled:
Miał do wyboru dwie ścieżki. Jedną, dość ładną, często uczęszczaną i drugą... niepewną, brzydką i najprawdopodobniej niebezpieczną. Wilki, sambiry, wargi, bandyci. To wszystko mogło rzucić się na samotnego wędrowca, podróżującego spokojnie do miasta nieopodal.
- Ciężki sambir do strawienia... - mruknął, spoglądając na dwie ścieżki. Czy warto zaryzykować? Być może... - Wio.
Uderzył konia delikatnie piętami, kierując go na tą rzadziej używaną drogę. A nóż nic się nie stanie..
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej