A w tym momencie gdzieś tam wewnątrz wicehrabiego Morii zadzwonił dzwoneczek zwiastujący wręcz genialny pomysł, który został wykorzystany gdzieś tam, możne nawet w innym wymiarze.
- No tak... - powiedział tylko i zostawiając jaszczura samego zszedł do swojej kajuty zabierając z niej torbę, w której to nosił wszystkie swoje medycznie i nie medyczne szpargały. Wychodząc zgarnął jeszcze z kuchni butelkę wódki czy tam okowity, jak zwał tak zwał i ruszył do rannego.
Rozkładając wszelkie szpargały dokładnie umył ręce i natarł je alkoholem aby uniknąć infekcji. Wiedział, że jaszczury są lekko bardziej odporne na wszelaki syf krążący na ziemi, ale trzeba było być jednak półprofesjonalistą.
Rozkładając na stoliku swoje szpargały odwiązał bandaż i chwycił za jeden z małych flakoników. Namaczając gazę przysunął ją do nozdrzy Szeklana i przycisnął ją mocno przez kilkanaście sekund. Eter, bo tak nazywała się ta substancja była niezwykle przydatna szczególnie jeśli chciało się zaoszczędzić na jękach, klątwach i innych tego typu działaniach. Pacjent odpływał i można się było nim zająć.
Gdy Jaszczur "zdech" Morii dla pewności uszczypnął go w zdrowe ramię. Brak reakcji oznaczał, że można było działać. podszedł do ranionego od strony "uszczerbku na zdrowiu" i widząc pięknie wbity róg chwycił go szczypcami.
- Teraz zabolałoby zajebiście.. - szepnął sam do siebie i wyrwał "ciało obce" z ciała "swojego". Na stół buchnęła czerwona fontanna krwi.
- Uuuu. powiedział sam do siebie i odkorkował jedną z mikstur, którą jaszczur miał przy sobie. Zatykając otwór od dołu zalał go miksturą leczniczą, która miała za zadanie odkazić ranę i rozpocząć proces leczniczy. Wylał resztę płynu i poczekał aż krew zmieni barwę z czarnej na czerwoną. Gdy to się stało zalał to drugą miksturką i sięgnął po igłę i nici.
- Muszę zabierać ze sobą Lilith. Wydzierga mu na ramieniu jakiś rysunek albo haft, a ja nie będę się musiał męczyć. - ponarzekał nadziewając na zakrzywioną igłę nić wykonaną z jelita owczego, które miało się wchłonąć w ranę. Po czym... zaczął zszywać. Rana nie była jakaś kosmiczna, ale z racji tego, że była "na wylot" musiał założyć 10 szwów z każdej strony. Jak sobie to tłumaczył "Dla pewności." Po skończonej robocie wylał resztę resztę posiadanego alkoholu na ranę, a potem dla pewności machnął tam jeszcze kilka pozostałych kropel mikstury uzdrawiającej.
- Gra... Będzie żył, aż do śmierci. - rzekł zadowolony z kolejnego "przypadku i zabandażował dokładnie ranne ramię Szeklana. Po tym sam umył sobie rękę i zawołał na orków, któzy odtransportowali "zdechlaka" na dół do kubryku układając go na najczystszym posłaniu.