Rycerze z Bractwa zajęli swoje miejsca na statku i pomagali w zwykłych pokładowych czynnościach. Ktoś tam zaokrętował się jako kuk, ktoś inny doglądał dział. Kolejna grupa czyściła pokład, wykorzystując do tego chwilę wolnego czasu. Ci, którzy nie mieli żadnych przydzielonych zadań przez kapitana statku po prostu doglądali swojego rynsztunku, ostrzyli sztylety, polerowali broń i pancerze. Sprawdzali stan wyposażenia, bądź ćwiczyli pompki, podciąganie na belce, czy robili cokolwiek innego. Na pewno nie siedzieli i nie chlali na umór jak Bękarty. Bethrezen Hatton, jeden z dziesięciu paladynów w tej ekspedycji zauważył, że to, tutaj cytat: "może i banda Bękartów, ale raczej nie Rashera, tylko pierwszego lepszego skurwiela z rynsztoku". Bractwo raczej dystansowało się do kompani najemników, którzy, jeżeli wierzyć plotkom, mieli stanowić jakąś przeciwwagę dla Zakonu Braci. Patrząc jednak na tę zbieraninę pełną degeneratów, alkoholików i obszczymurków trudno stwierdzić coś podobnego. Dlatego powściągliwe i spokojne z natury rycerstwo patrzyło na Bękarty z niekłamaną pogardą. Pogardą dla kultury, profesjonalizmu i poszanowania całej misji, o właścicielu statku i swoich przełożonych już nie wspominając.
Funeris tymczasem spędził chwilę z Wieczorkiem, potem poszedł na dolny pokład, doglądając swoich podkomendnych. Przekazał chwilowe dowodzenie nad kontyngentem Bethrezenowi i sam ruszył do swych zajęć. Pogratulował przy okazji Dragosaniemu pomysłu na grzebień do piór zrobiony z demonicznej kości. Właśnie go sprawdzał.