Tereny Valfden > Dział Wypraw
Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #4 [Lucas Paladin]
Funeris Venatio:
Wylądowaliście w miejscu dosyć charakterystycznym. Zielona równina rozpościerała się wszędzie wokół, łagodne pagórki idealnie komponowały się z zieloną trawą porastającą okolicę. Jak okiem sięgnąć wszędzie ten sam widok - bezkresna równina pełna uspokajającej zieleni.
- Byłeś tutaj kiedyś, bracie? Znasz to miejsce?
Lucas Paladin:
Z tego, co Lucas pamiętał z wydarzeń historycznych to tutał musiała się rozegrać owa wielka bitwa, pomiędzy wojskami Isentora i Meaneba. Miejsce uspokajało paladyna, a jednak miało krwawą historię. Czy taki paradoks występował na wszystkich dawnych polach bitwy? Tego nie wiedział. Odpowiedział Funerisowi:
- Czyż nie tutaj rozegrała się bitwa, którą stoczyli Isentor z Meanebem i ich wojska?
Funeris Venatio:
W oczy Lucasa wbił się niczym młotem obraz krwi. Obraz pożogi, śmierci, odrąbanych kończyn i strzaskanych czaszek. Połamanych tarcz, wyszczerbionych mieczy, wgniecionych blach pancerzy. Ludzie powykrzywiani w grymasie bólu, umierający w kałuży swoich wnętrzności i ekstrementów uwolnionych w chwili śmierci bądź dojmującego strachu odbierającego władzę w kończynach. Stopione ciała istot, zniekształcone potężnymi zaklęciami do tego stopnia, że nie można było rozpoznać, czy to na czerwonej od krwi trawie leży człowiek, elf, demon czy może zupełnie inna bestia. Lucas zatoczył się pod wpływem nagłej wizji tego, co tutaj się wydarzyło. Znowu widział przed oczami to, co przed momentem. Zieloną, niekończącą się równinę.
- Kto miał rację, paladynie? Kto w tym konflikcie był tym dobrym? Czy Meaneb miał prawo? Czy Isentor ze swoją armią nie zrównał się z nim poziomem czyniąc to, co czynił? Kto miał rację, paladynie? - powtórzył na koniec, wwiercając się swoimi oczami w twarz przyjaciela. Jego źrenice zmieniły kształt, białko oczu straciło swój odcień, a Lucas ujrzał krew. Krew w oczach przyjaciela, która odzwierciedlała wszystko to, co stało się tutaj, co stało się w życiu anioła i samego rycerza stojącego na przeciwko niego.
Lucas Paladin:
Lucas zastanowił się w myślach nad odpowiedzią, której miał za chwilę udzielić Funerisowi. Nie była ona bowiem łatwa, a i sama wojna zawsze była czymś trudnym do interpretacji. Czy agresor miał słuszność? Czy jego działania były podyktowane uzasadnionymi pobudkami czy może chęcią mordu? Czy obrońca, który wysyła swe wojska na pewną śmierć, jednocześnie zabijając te, które przyśle agresor sam nie staje się agresorem? Lucas odetchnął i rzekł:
- Wojna nigdy nie ma swojej racji. Meaneb nie miał prawa narzuć Valfdeńczykom swojego sposobu bycia i swojej władzy, nikomu nie wolno wchodzić z butami w czyjeś życie, tylko dlatego, że uważa się iż mój sposób myślenia jest lepszy niźli Twój. Wojna to twór okropny, ale i też w dzisiejszym świecie konieczny. Nie można pozwolić agresorowi bezprawnie ingerować w naszą wolność. Isentor miał prawo na miecz odpowiedzieć mieczem. Jeśli nie można słowem, należy pokazać pięść temu, który pragnie nas zdepczeć. Nie ma mądrych wojen.
Funeris Venatio:
- Mówisz o uciekaniu się do siły, ale czy słuszne jest wykorzystywanie środków naszych wrogów do pokonania ich? Kimże jest człowiek, który w imię dobra postępuje źle? Sądzisz więc, że czynienie rzeczy złych w imię dobra nas usprawiedliwia?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej