W sali im. basenu Drago ujrzał basen, a jakże. A w basenie tym, jak już wcześniej wampir zauważył, rozciągał się symbol, który był połączeniem wszystkich czterech, które do tej pory odnalazł. Pióro, trzy splecione okręgi, prosta rozeta wpisana w koło i tajemnicze coś, co dało się przeczytać jak
Zoso.

U nasady pióra znajdował się otwór, w który można było włożyć pierścień. W centralnym punkcie trzech okręgów również był otwór, do którego pasował pierścień podobnych rozmiarów co ten, który Drago miał na palcu. Na środku litery
S znajdowało się miejsce, w które wchodził niebieski klucz. W centrum rozety było wgłębienie, w które również coś wchodziło. Można było domniemywać, że było to coś prostokątnego i podłużnego. Aura Inteligencji Dragosaniego szalała jakby ktoś smagał ją biczem z rozgrzanymi do czerwoności pazurkami, które dodatkowo wydzielały jakąś truciznę. Wampir dobrze czuł, że w głębi tych ruin czai się coś... potężnego.