Tereny Valfden > Dział Wypraw

W poszukiwaniu zaginionego słowa

<< < (43/46) > >>

Lucas Paladin:
Rycerz odniósł wrażenie lekkiej konsternacji. Niedźwiedzi nie było, a tak w sumie to nic się prawie nie stało. Tym bardziej zmieszanie Lucasa było większe. Postanowił rozejrzeć się dookoła i przede wszystkim zajrzeć do miejsca, w którym przed chwilą złożył ofiarę. Sięgnął po swoją broń, aby w razie potrzeby stanąć do walki przeciw kolejnym nieproszonym zresztą niedźwiadkom.

Funeris Venatio:
Nic konkretnego nie dostrzegł, nic też nie wyskoczyło.

Lucas Paladin:
Poirytowanie rycerza wzrastało. A bynajmniej narrator prowadzący nie pomagał Lucasowi w zadaniu. Dobrze jednak, że paladyn był pomysłowy i okazało się, że tutaj nie jest wykopany jeszcze dół. Wrócił po łopatę do pierwszego zagajnika, sprawdził mniej więcej w którym miejscu wykopano poprzednie dwa i rozpoczął intensywną pracę przy kapliczce w trzecim zagajniku. Siła mięśni pomagała mu sprawne pokonywać kolejne przeciwności matki ziemi. Kopał i kopał i kopał...

Funeris Venatio:
I kopał... I kopał... Narrator idzie właśnie do pracy, więc wyniki kopania opisze później. Lucas może opowie słuchaczom o tym, jak to kiedyś wykopał kość kurczaka i myślał, że znalazł smoka, co? Inni na pewno z chęcią poczytają!

Lucas Paladin:
Prowadzący nie dał Lucasowi wyjścia, zapewne? Historia musiała zostać opowiedziana, a nie daj Zartacie rycerz nic by nie odnalazł!

Otóż pewnego dnia, gdy Lucas jeszcze jako młody chłopak pracował w polu, ponieważ ojciec jak zwykle łowił ryby, a matka zajmowała się obowiązkami domowymi, roboty fizyczne jak zwykle przypadały na niego. Słońce przygrzewało mocno, a wielogodzinna praca stawała się coraz bardziej nieznośna, zresztą Lucas od zawsze tego nie cierpiał. Ale wyjścia nie miał. Kochał swoich rodziców, a pomaganie im, odciążanie ich było dla niego czymś oczywistym i normalnym. Całe szczęście, że już niewiele mu zostało, parę wymachów sierpem, ułożenie wszystkich snopków na wóz i potem reszta roboty już z ojcem. Kiedy Lucas wyrywał chwasty wyrastające na ojcowskim polu, okazało się, że jeden był wyjątkowo namolny i nie chciał za wszelką cenę opuścić wygodnego legowiska. Zdenerwowany Lucas, który nie wiedział za bardzo jak sobie radzić w takich sytuacjach udał się do domu, po łopatę. Liczył bowiem, że jak dokopie się do korzenia chwasta, nie będzie żadnych problemów, aby go potem wyrwać i zasiać nowe ziarna. Jak pomyślał, tak też uczynił. Gdy zjawił się na miejscu, podobnie jak kilkanaście lat później, przy kapliczce w magicznym zagajniku rozpoczął mozolny trud kopania. Po kilku minutach zmęczony chłopak w końcu dostał się do korzenia, co pozwoliło bez trudu pozbyć się nieprzyjemnego gościa. Dziwnym trafem, w dziurze, którą Lucas wykopał leżało coś jeszcze. Jak się okazało była to kość. Lucas był zachwycony! Przekonany w swej ułomności, że właśnie dokonał przełomowego odkrycia na wielką skalę! ÂŚwiatową! Ba, będzie sławny. Mały Lucas myślał bowiem, iż odnalazł... SMOCZÂĄ KO¦Æ. Podekscytowany młody archeolog biegem pobiegł do domu, pochwalić się swoim znaleziskiem matce i ojcu.
- Patrzcie! - krzyczał pełen wigoru - Znalazłem u nas na polu smoka!
Rodzice byli w ciężkim szoku.
- Gdzie synku? Pokaż mi. - pytała zdezorientowana matka.
- Tam, patrz mamo! - Lucas nie czekając chwycił rodzicielkę za rękę i popędził do miejsca, w którym wykopał kość. Kiedy matka dostrzegła co tak naprawdę odkrył młody Lucas, uśmiechnęła się i pogłaskała go czule po głowie.
- Mój mały odkrywco. Ta kość należy do... kurczaka. Zobacz, jakie charakterystyczne kształty. Poza tym, smoki mają dużo większe kości. Choć coś zjeść, zasłużyłeś po ciężkiej pracy..

I tak sielanka domowa trwała w najlepsze, a Lucas do teraz wstydził się swojej gafy z dziecięcych lat. Miejmy nadzieję, iż dobry prowadzący wyprawę weźmie pod uwagę starania narratora i pozwoli Lucasowi odnaleźć zaginione słowo.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej