Tereny Valfden > Dział Wypraw
Benedictus #1 - Evening i Lucas Paladin
Lucas Paladin:
Jeden kłopot nadal był przy Lucasie. Należało się go jak najszybciej pozbyć. Rycerz zablokował cios pawężą, jednak nie mógł przejść do kontrataku, bowiem kultysta nadal był w natarciu. I zaimerzał przestawać, Lucas musiał więc wymyślić inny sposób. I kiedy przeciwnik zaatakował z góry, rycerz odskoczył w bok, a ostrze przecięło powietrze, miast zderzyć się ze stalowym hełmem. Rycerz nie próżnował i szybko zaatakował z góry na wysokości ramienia, a jak się okazało kultysta był równie zwinny i uniknął ciosu, ale inicjatywa była po stronie Lucasa. Natychmiast skrócił dystans do przecwnika i kolejny atak wyprowadził z boku, tam głowica buzdygana zetknęła się z ręką kultysty. Efekt był oczywisty. Ogromny ból przeszył ciało rywala rycerza i wypuścił miecz z dłoni. Rycerz dokończył dzieła. Następnie rzucił się do pomocy Antoniemu. Chyba powoli rozumiał kim są owi dwaj towarzysze. Miał buzdygan w ręce, a przecwnik skupiony był na walce z kupcem, rycerz więc wykorzystał okazję i uderzył kultystę w plecy. Trzask łamanych kości usłyszeć można było nawet w Efehidonie. Kultysta upadł, a Lucas natychmiast dokończył dzieła topiąc gwiazdę buzdygana w czaszce delikwenta. Pobiegł natychmiast wesprzeć też Krzysztofa, w konću jednak odważyli się stanąć w szarnki z wrogiem i pomogli rycerzom. Za takie coś należy się odwdzięczyć. Kopnął kultystę na wysokości kolana, zostawiając Krzysztofowi resztę roboty. Natychmiast krzyknął też do Evening:
- Hej, Wieczorku! Masz łuk, zestrzel tam jednego czy dwóch! - i uśmiechnął się do swojej towarzyszki.
7x na wysokości wozów, mamy moment. 1x na łasce Krzysztofa.
Funeris Venatio:
Krzysztof sobie poradził. Antoni upadł na ziemię.
7x Kultysta na wysokości wozów, przeszli zaporę i są te dwadzieścia metrów od was.
Evening Antarii:
Evening szybko schowała zakrwawiony miecz- nie było bowiem czasu go czyścić. Sztylet na razie także na chwilę powędrował do pokrowca. Z pleców ściągnęła natomiast dawno nieużywany łuk, który nareszcie mógł się przydać, oraz jedną strzałę. Stanęła bokiem, broń chwyciła w lewą rękę, i zgrabnym ruchem napięła cięciwę z żelazną strzałą aż do samej twarzy. Eve zmrużyła jedno oko i celowała w przeciwnika, który biegł na wprost. Wszystko to nie trwało długo, jedynie jakieś kilka sekund. Strzała wreszcie pognała prosto przed siebie, lecąc po cichu ale z ogromną prędkością w klatkę piersiową kultysty. Ten od razu padł, wcześniej jeszcze próbując uniknąć grota, ale po prostu nie zdążył. Zapewne jeszcze chwilę żył, ale strzała trafiła w okolice serca i niewiele miał szans na przeżycie. W końcu schowała łuk na swoje stare miejsce i dobyła kiścienia.
Przygotowała swoją broń na starcie z kolejnymi dwoma kultystami. Jeden z nich, gdy znalazł się dostatecznie blisko, wymierzył dziewczynie silny cios z boku. Evening zrobiła unik i wprawiła w ruch kolczastą kulę, która dobrze poprowadzona uderzyła w tors przeciwnika, gruchotając żebra. Mężczyzna zawył z bólu, opluł się krwią, po czym dostał jeszcze jedno uderzenie w to samo miejsce. Być może jedno z żeber wbiło mu się w płuco albo uszkodziło serce. Tak czy inaczej, upadł na ziemię, krztusił się i dławił, a po chwili całkowicie zamilkł.
Drugi przeciwnik starał się zaciekle bronić. Stosował pchnięcia mieczem i raz drasnął dziewczynę po zbroi. To zdenerwowało ją trochę, gdyż nie chciała przecież zniszczyć dopiero co wyczyszczonego pancerza. Kiścień Eve jednak znów był gotowy i rozpędzone kolce uderzyły z dużą siłą w bark kultysty. Krzyknął, chwytając się za ramię, a w tym czasie rycerzyca wykonała kiścieniem parę zamaszystych ruchów, po czym nakazała kuli lecieć tak, by trafiła nieszczęśnika w skronie. Mężczyzna dostał poważnych obrażeń głowy i padł martwy, a na pewno nieprzytomny, obok swego towarzysza.
Po rozprawieniu się z tą dwójką, dziewczyna jedną ręką przypinała kiścień z powrotem do pasa, a drugą wyciągała znowu srebrny miecz. Upatrzyła już sobie jednego kultystę, całkiem niebrzydkiego nawet, ale lepiej żeby to on zginął niż ona. Podbiegła do niego z boku, jednak ten zdążył zablokować jej atak i dwa miecze zderzyły się z charakterystycznym dźwiękiem. Kilka uderzeń później, gdy kultysta jakby stracił na chwilę koncentrację, rozglądając się za swoimi towarzyszami, Eve podniosła wysoko ostrze po czym pod ukosem zadała przeciwnikowi ostateczny cios. Miecz gładko przeciął skórę szyi, kilka ścięgien i delikatnych żył oraz tętnic. Mężczyzna miał do połowy odciętą głowę i w kilka chwil uleciało z niego całe życie wraz z tryskającą krwią.
3x Kultysta na wysokości wozów, przeszli zaporę i są te dwadzieścia metrów od nas.
Funeris Venatio:
Dwóch atakuje bezpośrednio Lucasa, jeden Wieczorka.
Evening Antarii:
Eve westchnęła gdy zauważyła, że atakuje ją kolejny kultysta, gdy rozprawiła się już z czteroma. Właściwie jeden więcej nie robił różnicy.
Przygotowała się, chwyciła rękojeść mocniej, a potem wdała się w potyczkę z mężczyzną. Uniknęła kilku ciosów, blokując je mieczem, potem musiała zaatakować szybciej, by przechytrzyć przeciwnika. Zrobiła jeszcze jeden unik w bok i zamachnęła się. Ostrze jednak przecięło pancerz i drasnęło kultystę, ale nie była to rana śmiertelna. Ten zaatakował mocniej, więc Eve broniła się chwilę, ale potem odzyskała przewagę i uderzyła mieczem w pierś mężczyzny. Tym razem ostrze weszło dość głęboko, choć z jednej strony zatrzymało się na kości. Przeciwnik nie był już w stanie walczyć i dziewczyna wbiła miecz prostopadle w brzuch.
2x kultysta atakuje Lucasa
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej