Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pierwsze szepty są nieśmiałe - Eric

(1/5) > >>

Eric:
Nazwa wyprawy: Pierwsze szepty są nieśmiałe
Prowadzący wyprawę: Isentor
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: ukończenie szkolenia dziecięcia lasu
Uczestnicy wyprawy: Eric

Kiwnął głową ze zrozumieniem. Zadanie było prostsze niżby się spodziewał, ale jak zwykle mogło się skomplikować. Pamiętał jeszcze konfrontację pod skażonym świętym dębem, w której stracił stopę.
- Tak uczynię - powiedział i opuściwszy halę liści udał się do lasu. Ventepi, użycz mi siły. Poprawił łuk na plecach, zacisnął pas i westchnął głęboko. Nadchodził ważny dla niego czas.

Drasul:
Drasul zaś oczekiwał od ponad doby na Erica w hali liści.

Eric:
Eric przybył więc ponownie do hali liści, choć uprzednio nakazano mu upolować niedźwiedzia.

Drasul:
- Wyszedłeś w połowie rozmowy. Nie dokończyłem Ci zlecając odwiedzenie przed polowaniem świętego gaju i poproszenie boginię o celne oko.

Eric:
- Wybacz, poniósł mnie zapał. Oczywiście nie zapomnę o tym - zapewnił i tym razem opuścił halę liści już w odpowiednim czasie. Zgodnie z poleceniem turdnaszana najpierw wybrał się do świętego gaju, by złożyć bogini należyty hołd i poprosić ją o pomyślne łowy. Eric zawsze miał problem z doborem słów modlitwy, nigdy też nie lubił manifestować ich na głos, kontakt z bóstwami uznając za w pełni metafizyczny. Jednak przed wejściem do gaju poczuł, jak wzbiera w nim pewność siebie.
    Pradawne kamienne płyty tego dnia ujawniały kompletną liczbę lat, jaką tkwiły w tym miejscu. Eric poczuł się dogłębnie dotknięty tym, jak staro wyglądają. Nie dlatego nawet, że były nadniszczone, chociaż ząb czasu ich nie szczędził. Nie, wszystko to było oznaką nadchodzącego Hemis. Kiedy Atunus chylił się ku końcowi, zewsząd z okolicznych drzew opadały uschnięte, zwiędłe liście pozbawione koloru. Tworzyły one na kamiennym podłożu charakterystyczną ściółkę, która wydawała żałosny chrzęst z każdym postawionym na niej krokiem. Wszelkie stworzenie kładło się do snu, by przetrwać zbliżające się mroczne i nieurodzajne miesiące. Matka natura cierpiała z tego powodu... Jednak był to nieodzowny i nienaruszalny cykl rządzący tym światem. Eric zdawał sobie z tego sprawę. Nie rozpaczał, nie lamentował. Choć koniec Atunus zawsze wbudzał w nim melancholijny nastrój, to lubił te chłodne miesiące, które po nim następowały. Las zamierał wówczas w absolutnej ciszy niczym pradawna nekropolia. Wszelkie życie ustawało na moment, jak gdyby chcąc zdobyć moment wytchnienia. Jednak nie tyczyło się to wszystkich... Niektóre organizmy walczyły pod nawałnicami śniegu o przetrwanie. Ich wytrwałość budziła w Ericu podziw.
      - Ventepi - wyszeptał, stając przed pomnikiem bogini. - Tyś pośród całego stworzenia najlepiej poznała las i jego naturę. Obdarz mnie wytrwałością, bym zdołał wypełnić otrzymane zadanie i nie wrócił z pustymi rękoma. Nie pozwól chybić, bym nie zawiódł ani nie zadał zbędnego cierpienia. Pobłogosław mą strzałę, by była celna i szybka, wszak wkrótce przywoła ona na twoje łono kolejne stworzenie. Zaopiekuj się nim, jak wszystkimi innymi.
     Stał jeszcze chwilę w bezruchu, lustrując kamiennym wzrokiem posąg imitujący postać bogini. Czy właśnie tak powinien się do niej zwrócić? Nie wiedział. Każdego myśliwego cechował jego własny stosunek do Ventepi, charakterystyczna relacja, która odwzierciedlała późniejsze łowy. Eric próbował rozgryźć swoją własną, lecz zrezygnował, natrafiając na solidny mur we wnętrzu własnego umysłu. Odwrócił się i ruszył ścieżką do lasu, a jego krokom towarzyszył dźwięk chrzęszczących pod stopami liści.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej