Tereny Valfden > Dział Wypraw

W pogoni za szczurem

<< < (17/33) > >>

Aaria Kruczowłosa:
Nic już nie rozumiałam. Nie miałam pojęcia, kto jest po której stronie. Wątpiłam aby moi znajomi z wcześniejszych wizyt w tej wiosce, chcieli takiego obrotu spraw. W końcu sołtys jest bratem jednego z nich. A ja akurat wobec tego miałam dług. Na dodatek ten tutaj wydawał się być pozbawiony jakiejkolwiek moralności. Tacy ludzie bywali bardzo niebezpieczni. Te słowa sprawiły, że powoli przestawałam lubić tego faceta.

-Jednego nie rozumiem. Gdzie się podziała ta Twoja finezja o której nam przed chwilą gadałeś? Nie sądzisz, że takie wejście, mordobicie i ostateczne wymordowanie dosyć licznej grupy tutejszych mieszkańców, jest całkowicie sprzeczne z tym co mówiłeś jeszcze kilka minut temu? W jednej chwili chcesz robić wszystko za plecami sołtysa, a w następnej go tak po prostu skreślasz.

Canis:


- Opisałem, czemu działacie wbrew tej społeczności lokalnej, ja do niej nie należę.

Anette Du'Monteau:
-Rozumiemy. Sprawa raczej zostanie załatwiona. Anette błyskawicznie chwyciła za jeden z noży przy kaftanie i rzuciła nim prosto w czaszkę jednego z wojowników zgromadzenia. Ostrze wbiło się niemal między oczy, a człowiek padł. Dziewczyna jednak nie zamierzała obserwować co się dzieje po rzucie. Wyskoczyła długim susem w przód jednocześnie aktywując ukryte ostrze w karwaszu. Jej ręka wylądowała na szyi kolejnego wojownika. Podręczna klinga wbiła się w krtań pozbawiając go życia. Szybki chwyt po kolejny nóż. Trzy sekundy wybiły, a niewielka broń pomknęła w stronę piersi. Przebiła skórzany pancerz bandziora i poważnie go raniła. Agentka sięgnęła po mithrilowy miecz.

0/2 Wojownik zgromadznia
2/3 Bandyta

Aaria Kruczowłosa:
Ja jednak nie pozostałam bierną obserwatorką i również chwyciłam szybko za rękojeść swojej katany. Szybko wyciągnęłam ją z pochwy i już biegnąc na jednego z bandziorów, chwyciłam swój oręż oburącz. W ciągu tych kilku sekund już trzech spośród nich było martwych. Zdolną miałam koleżankę. Nie zamierzałam być jednak gorsza. Gdy tak biegłam w kierunku swojego pierwszego przeciwnika, ten spróbował zamachnąć się na mnie mieczem. Ja jednak go uprzedziłam, machając swoją bronią z nad głowy, z prawa na lewo ucinając mu kończynę w łokciu. Z gardzieli bandyty wydostał się krzyk bólu. Nie był jednak zbyt długi, gdyż zaraz ostrze mojej katany wróciło niczym bumerang(za sprawą ruchu moich rąk oczywiście) i wbiło się w czaszkę mężczyzny. Nie napatrzyłam się zbyt długo na śmierć swojego przeciwnika, gdyż zaraz zaczęłam się rozglądać za drugim spośród żywych. Z ulgą zauważyłam, że Anette trochę przystopowała i dała mi się trochę pobawić. Biedaczyna właśnie pędziła na mnie ze swoimi sztylecikami w dłoniach. Jakby nie zauważył mojego niemalże metrowego ostrza w moich łapkach. Nie bawiąc się nawet po prostu machnęłam kataną całkiem podobnie jak przedtem. Tylko, że teraz celowałam w szyję. No i ostrze pięknie się w niej zagłębiło, tratując po drodze tętnicę i mnóstwo innych naczynek. Krew trysnęła z jego szyi, a bandyta zatrzymał się i zrobił wielkie, zaskoczone oczy. To zabawne, ale każdy ginący przeciwnik, zawsze jest zaskoczony swoją śmiercią. Tak jakby myślał, że jest nieśmiertelny. Następnie przewrócił się w całkiem teatralny sposób i umarł. Ja natomiast obróciłam się w kierunku łysego i czekałam na jego reakcję.

0/2 Wojownik zgromadzenia
0/3 Bandyta

Canis:
//Robicie akcje jedna po drugiej, czy równocześnie? Bo jeżeli jedna po drugiej, to akcja tak nie wygląda. ale moim zdaniem opisujecie równolegle odbywające się akcje po impulsie wywołanym przez Anette, tym samym działacie równorzędnie i mogło się tak stać. Na następny raz Aaria pamiętaj o takich detalach, bo następnym razem potoczę waszą walkę inaczej.



- Gratuluję, już nie mogłem ich znieść. Chodźmy po "pana szczurka", chciał was przetestować, myślę że zdaliście nasz test.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej