Tereny Valfden > Dział Wypraw
W pogoni za szczurem
Aaria Kruczowłosa:
Obróciłam się i popatrzyłam mężczyźnie w twarz. Uważałam, że ten "nasz" bliźniak, by się tak do nas nie odezwał, bo przecież wiedział o współpracy z krukami. Dlatego z góry założyłam, że jest to ten drugi. On też mnie znał, więc postanowiłam to wykorzystać.
-Posłuchaj mój drogi. Zakładam, że nie jesteś moim znajomym, bo pewnie byś mnie poznał. Wybacz, ale nie rozróżniam was jeszcze. Nie zauważyłam Ciebie tutaj wcześniej. Jakbym zauważyła, tobym zapytała się Ciebie, a nie tego oto tutaj jegomościa. Mam nadzieję, że mnie pamiętasz? Ostatnio zawitałam tutaj w nieco gorszych okolicznościach dla mnie niż teraz. I nie wiesz czasem, gdzie jest Twój braciszek?
Canis:
- Brat załatwia sprawy w stolicy. O Czym wy tutaj rozmawiacie, jaka karawana i jakie kłopoty, jaka robota po cichu. - Powiedział strategicznie odsuwając się od was. Oddalił się na parę metrow i odchylił poły szaty ukazując dwa pistolety skałkowe, założył dłonie na biodrach i czekał na odpowiedź. Cała karczma zamarła w bezruchu, w formie przesiadujących gości wewnątrz.
- Słotysie... spokojnie one nic... - zaczął barman, lecz został od razu uciszony spojrzeniem.
Aaria Kruczowłosa:
Spojrzałam z ukosa na Anette, chociaż nie miałam jej tego za złe. Ja bym się wpakowała w podobne tarapaty, gdybym była tu pierwszy raz. Teraz musiałam jednak jakoś z tego wybrnąć. Widziałam po jego wzroku, że nie zawaha się użyć tych pistoletów do porozwalania nam łbów. Z trudem opanowałam swoją rękę, która ze wszystkich sił starała się znaleźć drogę, ku rękojeści katany, lub sztyletu. Wiedziałam, że nie mogę wywołać tutaj konfliktu. Gdyby temu tutaj coś się stało, to pewnie braciszek by nam nie wybaczył (z naszego ostatniego spotkania wnioskowałam, że raczej są w dobrych stosunkach ze sobą) i kruki straciłyby z pewnością dosyć cennego sojusznika. Nie mówiąc już o tym, że byśmy musiały ewakuować się z Mirt w ekspresowym tempie. Teraz jednak intensywnie myślałam, jak wybrnąć z całej sytuacji. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć, aby go przekonać, że nie rozmawiałyśmy o niczym ważnym.
-Kilka godzin temu przechadzałyśmy się uliczkami Atusel, gdy nagle wpadł na nas nasz znajomy. Eskortował karawanę która miała przejechać przez Mirty. Jednak podczas podróży zostali napadnięci. Właśnie na odcinku Atusel - Mirty. Nasz znajomy był prawdopodobnie jedyną osobą która przeżyła. Jednak za jego namową, postanowiłyśmy przejechać się tą drogą i zbadać sprawę. Jednak nie znalazłyśmy po karawanie najmniejszych śladów. Byłyśmy w szoku, że można to przeprowadzić aż tak po cichu. Dlatego rozpytujemy się tutaj o to różnych ludzi, bo ktoś mógł coś o tym usłyszeć.
Nie miałam pojęcia, czy czasem nie przesadziłam, ale uważam, że bajeczki zawierające jak najwięcej prawdy są najlepsze.
Anette Du'Monteau:
Anette dała znak ręką szczurowatemu jegomościowi żeby się nie przejmował.
-I rozumiesz, że nasz znajomy był wycieńczony po tym wydarzeniu to też zaoferowałyśmy mu naszą pomoc w tej sprawie. - dodała Anette.
Canis:
- To trzeba było mówić po ludzku. Ja tam nic nie wiem. - Powiedział i machnął ręką, po czym wrócił do swoich zajęć, usiadł przy stole i dalej z umiłowaniem zajadał się pieczystym. Co jakiś czas na was badawczo spoglądał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej