Droga była nużąca. Funeris zupełnie rozbudził się po przygodach przed karczmą, gdy dał się zaskoczyć na wozie i w następstwie po chwili nieco poparzyć. Bujał się rytmicznie na swojej jabłkowitej klaczy, która stawiała nogę za nogą aż do Atusel, gdzie mieli się zaokrętować. Wjechali spokojnie pomiędzy zabudowania, gdzie jeszcze nie wszyscy wstali. Im bliżej portu, tym życie trwało większą ilość godzina na dobę, by wreszcie nigdy nie iść spać. Co prawda teraz nie było wielu statków gotowych do rejsu, więc i ludzi, czy przedstawicieli innych gatunków, również nie kręciło się wielu. Dotarli do samego portu bez żadnych niepokojów, parkując swoje wierzchowce i wóz przy jednym z magazynów. Funeris zebrał cały swój ekwipunek i sakwy, zmierzając w stronę kilku fregat. Jedną z nich mieli zająć. Akurat w tę samą stronę szedł Nathaniel, który został zaczepiony przez pewnego kapitana. Poeta szybko odczytał, że to Aquila, ich transporter. Odezwał się więc przed łucznikiem.
- Nikt się nie zgubił - odpowiedział spokojnie, wcale miło i przyjaźnie. - Królewska ekspedycja z rozkazu Isentora I. Kapitan Aquili, jak mniemam?