//Chciałem dać ładny opis byle czego, ale ten, Isu i tak ujebał za to wynagrodzenie, więc jakoś chyba mi się odechciało...
Funeris dostał nagle pociskiem w plecy. Nie zobaczył magina, który stał dostatecznie blisko, by grzmotnąć go kulą ognia, jak wywnioskował nieco później. Dopadł jednego strzelca, drugiego już prawie nadział na czarny miecz, gdy coś z impetem wyrżnęło w jego plecy. Poczuł gorąco i nie mógł pominąć faktu, że jego plecy w sporej części i kawał lewego ramienia po prostu się parzą w prowizorycznym, naprędce zorganizowanym kotle. Zabolało, zaswędziało, jeszcze raz zabolało. Akcja wokół potoczyła się szybko, szlachcic z szablą nie zdążył drasnąć rycerza, który stał tuż obok niego. Marszałek bractwa upadł, lądując na brzuchu i twarzy, jak się nie trudno domyślić. Nie widział tych kilku chwil, czy nawet kilku minut walki. Trudno mu było ocenić, po prostu przez moment nie wstawał, by znowu czymś nie oberwać. W końcu dźwignął się, gdy akurat podchodziła do niego Patty. Nie odzywał się w ogóle, gdyż starał się działać na swój umysł i ignorować ból, jak go uczył Niclas w centrum treningowym. Posadzili go koło Elronda, który robił za szpital polowy. Zdjęli mu napierśnik nim zdążył sam zareagować, więc po prostu siedział. Poczuł mrowienie, poczuł ciepło. Był to zupełnie inny rodzaj temperatury niż ten, którym został potraktowany. Po jego poparzeniach szybko nie został nawet ślad, więc nie było nad czym rozpaczać. Poeta ubrał się znowu w cały strój z blachy i podziękował serdecznie Elrondowi za okazaną pomoc. Skinął również Patty i Themo, którzy akurat wtedy byli przy nim.
- Pozwól, że nie będę jeszcze płacił ani odwdzięczał się za pomoc, gdyż przed nami daleka droga. Uważam, że będzie jeszcze czas, by dług spłacić, albo go zdecydowanie powiększyć. Rozliczymy się jakoś na koniec? - powiedział nieco żartobliwie, ale przecież całkiem serio. Nie wiadomo co się jeszcze może stać, czy to przeżyją. Nie wiedział też, czy Elrond oczekiwał jakiejś poważnej sumy pieniędzy, czy może czegoś innego. Albo niczego, bo i tak przecież mogło się zdarzyć.