Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Raz kozie mgle

<< < (31/149) > >>

Funeris Venatio:
- Meaneb, no właśnie. Muszę przyznać, że niewiele posiadam informacji na temat tego... kogoś. Słyszałem, że to jakiś Wielki Antagonista, Szatan wcielony, albo, jak ktoś to kiedyś ujął, wybacz Patty słownictwo, skurwiały pojeb bez sumienia. Jak to tam z nim jest, ewentualnie było?

Canis:
- Oj panno Anette... Pamiętaj, że dwóch srok za ogon nie da się trzymać, trzeba umieć podjąć decyzję zgodnie z sumieniem i oczekiwaniem. Pamiętaj, że jedne historie się rozpoczynają i kończą prędzej od innych.

- Mogę ci pomóc Darlenicie jeżeli brakuje ci chętnych do pomocy... w tym czymś co planujesz  <ignorant>. - powiedział Jaszczur.

Nawaar:
Nathaniel szedł dalej obok Anette, czyżby mu się spodobała tajemnicza i milcząca piękność. Tymczasowo, tylko Salazar go w miarę poznał, ale jest jeszcze wiele do poznania na temat elfa zwłaszcza, że nikt go nie zagadywał, co było mu na rękę i nie musiał się mówić kim jest, skąd się wziął takie tam.

Hagmar:
- To ojciec Isentora. Długa i skomplikowana opowieść. Meaneb stał się niemal bogiem po tym jak wchłonął wszystkie dusze z takiego małego gówienka będącego w istocie... czymś w rodzaju magicznego więzienia.

Funeris Venatio:
- Tyle akurat dane mi było usłyszeć.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej