- Nie ruszaj się jeśli łaska. I szykuj monety. Oczywiście co łaska - odpowiedział i przyłożył dłonie do jego twarzy i klatki piersiowej. Promyki wybuchnęły z jego dłoni i pomknęły w kierunku Devristusa, oplatając go i dosłownie łącząc z Elrondem.
Mając doświadczenie w leczeniu poparzeń, które nabył podczas zabawy z Malavonem, regeneracja skóry Devristusa była dziecinną zabawą. Zaczął od odtwarzania twarzy. Przenosił jego własne żywe komórki w miejsce zniszczonych nekromanty, które trafiały do byłego Arcymaga.
Elrond trochę się krzywił, gdy na jego własnym ciele pojawiały się bąble i pierwsze oznaki poparzenia. Wszyscy odwrócili wzrok gdy zamiast twarzy miał coś, co miał przed chwilą Dev. W tym wypadku wyglądało to jednak dziwnie. Po obrażeń twarzy zaczął iść ku dołowi. Najpierw szyja i dłonie. I miejsca, przez które ogień mógł się dostać pomiędzy szparami mithrilowej zbroi.
Na koniec oparł się lekko o ścianę, czekał, aż jego magia zregeneruje mu skórę, przywróci utracone płyny, ukoi. Wzdrygnął się lekko na sam koniec. Miłe uczucie.
- Cały?