Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Ochrona konwoju

<< < (4/7) > >>

Hagmar:
Wyruszyliście. Konwój to 2 wozy i AÂŻ 5 strażników.

Mohamed Khaled:
Pięciu?! Ich pojebało?! pomyślał.. W sumie, jakby zaatakowali, to i tak mag by się z nimi rozprawił... Nie z takimi walczył... Konwój jechał dalej, a mag siedział na tyle.. Obserwował każdy krzaczek, coby być zabezpieczonym przed atakiem. Nigdy nic nie wiadomo... Może akurat banda bobrów pędzi w ich kierunku? A może jakieś bestie siedzą w krzakach.. Albo co gorsza, jakiś demom się zaraz pojawi?... To wiedział tylko MG. Ale przynajmniej nie odejdę z pustymi rękoma...

Hagmar:
//Co by tu ci...

W pewnym momencie na drogę wyskoczyły 2 Słodkie Tęczowe Misie

Mohamed Khaled:
OOO! Jakie słodkie! I jakie puszyste pomyślałby mag, gdyby tak było.. W rzeczywistości były to groźne bestie, gotowe zrobić wszystko by rozszarpać obecnych tam ludzi... Heshar Anash! wymówił ze spokojem. Zauważył że bestia ma futerko, więc i łatwo można je zapalić. Jak to dobrze, że wybrałem ogień przeszło mu przez myśl.
Gdy kula przybrała swe naturalne kształty, rzucił ją w kierunku jednego z potworów. Ten zajarzył się ogniem, i zginął... Zanim jednak to nastąpiło, ryczał nie miłosiernie. Heshar Anash! wymówił znów. Zanim jednak kula się uformowała, "słodki tęczowy miś" rzucił się na konwój.. Dorwał jednego z strażników, i zaczął go szarpać.. Nie były to może aż tak groźne rany, do czasu, aż go ugryzł.. Strażnik się wykrwawił, a w tym czasie pocisk przeleciał nad wozami i trafił zwierze w pysk. Ten się zapalił, co zaskutkowało śmiercią...
Po walce udał się do ciężko rannego strażnika, który już żyć mógł kilka chwil... Klękł przy nim: Spoczywaj w spokoju człowieku. Wiedz, że uratowałeś resztę.. Nie zapomnimy ci tego... i pod koniec tych słów, strażnik wykitował.

Hagmar:
//Chujowy opis efektu kuli ognia  ;[ Sam nie lepsze pisze ale milcz.  <anioł>

Konwój ruszył dalej po zakopaniu ciała.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej