Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Ochrona konwoju
Mohamed Khaled:
//:p
Konwój ruszył, a razem z nimi mag. Miał nadzieje, że więcej z ludzi nie zginie.. Nie chciał mieć więcej ludzi na sumieniu, zwłaszcza ludzi królewskich.... Jechał dalej, nucąc cicho jakąś piosenkę....
Hagmar:
Nucenie piosnki zwabiło coś. COÂŚ biegło w stronę konwoju, wpadło w jeden z wozów rozwalając go w drobny mak, strażnicy coś próbowali ale 2 z nich zostało rozerwanych przez COÂŚ.
//Jestem chujem :)
Mohamed Khaled:
//Serio? Dałeś mi demona z trzeciego poziomu? :P Ciebie pojebało :D
No kurwa, serio?! Zeskoczył z konia. Skupił energię, i jebnął trzy razy kulą ognia... Heshar Anash! Heshar Anash! Heshar Anash! wykrzyczał po kolei. Skupił całą swą moc na post, mając nadzieje że któryś z pocisków trafi. W każdą kulę dał cząstkę siebie. Każda z kul płonęła niesamowicie mocno, i pędziła prost na demona.. Nie wiedział czy trafi chociaż jedna, acz miał taką nadzieje
//To mnie umoczyłeś :P
Hagmar:
Pociski tylko rozprysnęły się o pancerz mutanta. Odwrócił się do ciebie i zaczął powoli biec.
//Masz jakąś minute na reakcję. I dasz radę bo widzę jakie masz czary ;p użyj musku
Mohamed Khaled:
//Ach :P Już wiem :D
Grishil ipash grusha elash! wykrzyczał iście epicko, z nutką grozy... Moc wyleciała z ciała, i skierowała się na ziemie przed mutantem. Ten nie zdążył się zorientować, i wpadł... Lawa zalał jego ciało, i zaczęła palić... Iście straszna tortura...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej