Hagnar Wildschwein spędził noc nad kuflem piwa i przy flaszce wódki. Co śmieszniejsze pił jedynie pierwsze, co może wprawić w osłupienie każdego kto choć trochę zna jego rasę. Mocniejszego alkoholu zaś używał do starego, brodatego rytuału, swego rodzaju przygotowania do walki. Jakkolwiek dumny i chętny do zaprowadzania porządku w świecie by nie był to wizja wkroczenia w krainę, o której legendy krążą wśród wszystkich kast i pokoleń, a jedne od drugich straszniejsze, nie napawała go optymizmem. Nawet zawołani najemnicy, ci o których krążą plotki i nie ma dla nich rzeczy niemożliwych nie potrafią ukryć zakłopotania kiedy rozbrzmiewa ciężkie "Mor Andor". Wracając zaś do jego rytualiku to pradawne obchody sprowadzają się do oczyszczenia, głównie siebie acz nie tylko, przed zbliżającym się wyzwaniem. Mogłoby się wydawać, że czyszczenie broni, sprawianie ekwipunku to codzienność, ale nie w wykonaniu krasnoludów. Starannie myjąc części wódką, zakrapianą rozmarynem i czosnkiem przy oparach prażonego imbiru zatopionego w marynacie wieprzowo-pieprzowej Hagnar nucił starą melodię. Każda kula, która w przyszłości przeszyje ciało przeciwników ich misji, przeszła podobny proces. W końcu na oczyszczonej lufie muszkietu brodacz wyrył runę inicjałów matuchny. Taką samą jak i jego imienia. Silnie wierzył, że da mu to siłę aby przeciwstawić się zbliżającej się nieuchronnie batalii. A ta wisiała w powietrzu. W końcu zasnął.
Ranek tylko potwierdził jego wrażenie o niespokojnych dniach, a może godzinach czyhających tuż za bezpiecznym płotem i płaszczem Renfri. Zszedł na śniadanie. W głównej sali siedziało już kilku z jego towarzyszy pogrążonych w banalnej jajecznicy i niebanalnej rozmowie. Sam poprosił o grzańca i "coś na ciepło". I o niebanalną rozmowę.
-Hrabio- począł od ukłonu jeszcze nim ktoś zajął się jego obecnością. Czuł, że jako obcy w grupie uznawany jest jedynie za kolejną pięść do dzieła zniszczenia wroga. -Chciołech spytać jak to było z tobo i Zirginem. Niewiela godał mi o tych waszych zajomościoch i tym coście robili. Godeł tylko - swój chop, lyź za nim, bo źle ci nie bedzie.- tutaj po męsku skinął zaznaczając, że potwierdzają się jak na razie słowa jego znajomka -Ale ja żem ciekaw, jeśli to nie problym..- dodał trochę zbity z pantałyku.