Siła mortokinetyczna, jaka była na usługach Opętanych niewiast, nie została przez nie niewykorzystana. Ogólnie dziwiło Elronda to, że wszyscy wokół miotają nimi jak szmacianymi laleczkami. Tylko ta z którą walczył zachowała resztki rozumu i najzupełniej w świecie odbiła czar rzucony przez przyszłego arcymaga.
Ten jednak nie marnował czasu, kolejne słowa zaklęcia już cisnęły mu się na usta.
-Izipash ipush huoshan! - z czarnego jak i pustego jak kieszeń żebraka wystrzeliła wiązka niszczycielskiej energii. Grom łupnął, huknął i zostawił sobie zwęglone szczątki jednej z opętanych. Tej z którą walczył.
Inna była w trakcie rzucania inkantacji, by podpalić maga żywcem, jednak nie zdążyła dokończyć i odleciała ogłuszona.
Walka trwała.
Jeszcze inna była na tyle, by oberwać gromem. Teraz biegała wrzeszcząc wniebogłosy, gdy jej ubranie, skóra i włosy, skomponowały się w jedną przyjemna dla oka pochodnię. Nie orientując się w terenie, uderzyła w jakąś pusta ścianę. Upadła na ziemie i po chwili umarła.
Elrond podszedł raźnym krokiem do ogłuszonej kobiety i pchnął ją swoim mieczem w serce.
- Na następny raz po prostu atakujmy wszystko co nam wejdzie w drogę. Nie mam zamiaru oberwać piorunem kulistym zza węgła. Lepiej pokonywać problemy, niż je omijać. Będzie łatwiej sobie z nimi poradzić, gdy nie zwalą nam się wszystkie niespodziewanie na głowę - skomentował cały plan chowania się po kontach ruin.
0/6