Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wyprawa do Mirty - przebudzenie upiora.

<< < (7/27) > >>

Julian:
Atak wilków nie był dla mnie dużym zaskoczeniem, ale muszę się słuchać braci z wyższym stażem ode mnie. Wilk miał chętkę na mięśnie z moich nóg. Na szczęście nagolenniki ochroniły mnie przed ranami. Zartat czuwa nad swoim sługą.
Zasłoniłem się tarczą i czekałem na kolejny atak wilka jednocześnie miałem na uwadze drugiego zwierza. Gdy tylko zwierz się zbliżył wyciągnąłem miecz zza tarczy i trafiłem go w klatkę piersiową. Ogłuszyło to go i dzięki temu mogłem wstać i drugi raz zamachnąć się mieczem i trafić w jego kark, prawie odcinając mu głowę, a tym samym kończąc jego żywot. Drugi wilk powoli szarżował w moją stronę. Szybko obróciłem się w jego stronę i szybkimi ruchami miecza starałem się zniechęcić zwierzę do pełnej szarży. Skończyło się tylko na tym, że przypadkiem zwierz wpadł na mój miecz i pokaleczył sobie mordę. Z ran płynęła krew, a wilk zawył. Korzystając z tej chwili zamieszania wykonałem poziome cięcie i trafiłem wilka w bok. I jeszcze silnym zamachem w kręgosłup dobiłem zwierza.

Canis:
//Aurius:

Rękawica otrzymuje status uszkodzony. Kły przebiły się przez rękawice tworząc rany szarpane głębokości około centymetra. Ręka krwawi. Która... sam wybierz...

Po pokonaniu wilków wróciliśmy do naszej eskortującej brygady oraz napotkanego wieśniaka...

- O jej! Cóż się stało... Zresztą nie wnikam... załatwione?

Zapytał patrząc na dwóch rannych zakonników i jednego nie rannego... Wręczył mieszek z 10 grzywnami i poszedł. A brygada wróciła do marszu.

//Czas podróży 4,5 godziny + spowolnienie w wyniku odniesionych obrażeń = 6,5h
Jeśli ktoś chce opatrzyć rany swoje lub i cudze  <ignorant> to nie krępować się  ;) .

Aurius:
Aurius w międzyczasie zabandażował swoją ranę oraz opatrzył Canisa. Rany nie były głębokie ale zirytował go fakt, że dał się tak podejść wilkowi.
-Myśliwy pewnie ma co do roboty jak tyle zwierzyny lata wokół, co? - zapytał dla zaczęcia rozmowy.

Canis:
- Wiesz... nie zapuszczamy się tak daleko od domów na ogół... -  powiedział Rus na pytanie Paladyna.

Po wielu godzinach marszu dojrzeliście z oddali drewnianą na w pół zarośnięta tabliczkę z napisem Mirty. Idąc dalej zaczęły pojawiać się domostwa coraz gęściej i gęściej, a słońce powoli zaczynało wschodzić. Eskortujący zakonników mieszkańcy odetchnęli z ulgą pojawiając się w swoich okolicach.

Nagle ziemia zadrżała. Drżenie było nader silne, Canis przewrócił się, dwójka pozostałych zakonników jakoś utrzymała równowagę. po 2 minutach drżenie ustało. Czym prędzej udaliście się an główny plac gdzie z oddali zauważyliście przynajmniej setkę chłopa oraz drewniany podest na którym stał poznany już przez Auriusa i Canisa sołtys.

- Spokojnie! Już tutaj są! Chodźcie chodźcie mamy do pogadania!

Powiedział Sołtys gestem ręki zapraszając waszą trójkę na scenę. Ludzie odwrócili się w waszą stronę i rozstąpili dajac wam drogę do sceny. Wszyscy zamilkli. W tłumie dało się słyszeć szepty... "To na pewno ich wina... przez nich wszyscy zginiemy" z kolei inne głosy mówiły: "Co ty bredzisz kretynie! oni nam pomogą!"...

Aurius:
Paladyn przecisnął się przez ciżbę nie zwracając uwagi na szepty i głosy.
-No to mówcie wszystko jak leci sołtysie. Musimy dokładniej wiedzieć z czym możemy mieć do czynienia. Nawet drobne szczegóły mogą okazać się istotne, więc jeśli łaska nie pomijajcie niczego uważając to za niegodne uwagi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej