Zeleris nie rzucał więcej zaklęć podczas bitwy. Dwie armię były zbyt wymieszane, aby walić czym popadnie bez narażania sojuszników. Wieocznie jednak nie każdy to dostrzegał. Może z ziemi ciężej było się rozeznać w sytuacji. Nieważne. Skończyło się tym, że Malavon nieco "musnął" zaklęcie siły królewskie. Cóż, zdarza się. Dracon wylądował po skończonej walce. Widać wybuch dowódcy pomógł żołnierzom odciągnąć go od maga.
- No to spieprzyłeś - podsumował, gdy żołnierze jako tako okiełznali dowódcę i podał dłoń elfowi, coby ten wstał.
- Ale może z wyrokiem poczekajmy na miłościwie nam panującego króla. Swoją drogą ciekawe co tam robią... - zamyślił się i rozejrzał się. Kurz bitewny opadał, rannych opatrywano, ciała poległych składano mniej wiecej w jedno miejsce. Ogółem panował typowy rozgardiasz pobitewny.
- Mogul, żyjesz? - zapytał, gdy opuścił elfa i podszedł do orka, który nie wyglądał najlepiej.