Tereny Valfden > Dział Wypraw
Doprowadzić sprawy do końca - Ansir
Gunses:
Devristus, jedyny elf w kompanii, nie był jedynym... który rozmyślał. Tak się złożyło, że właśnie o nim rozmyślał teraz Gunses. Bo Devristus był zagadką. Był Elfem, można powiedzieć, że starożytnym, żył przecież dłużej, niż Gunses, Elrond i Isentor razem wzięci, chociaż co do tego ostatniego to Gunses nie był pewien. Devristus był osobą o mało znanych Gunsesowi celach i racjach. Był typowym przedstawicielem Starszej rasy. Jak ujał to jeden z pisarzy... "Elf jest jak liść na wietrze, szumi i kołysze się zmiennie od zmienności wiatru. Jest jak potok silnie torujący sobie drogę pośród kamieni, jak leśny strumień, cichy i spokojny. Jak wiatr w polu - nieuchwytny" i tak właśnie postrzegał wampir ów Elfa. Był on jedną z największych zagadek wyspy. Związany z losami państwa od początku, miotany niczym liść po najróżniejszych drogach. Nie zdziwiłoby wampira, gdyby okazało się, że Devristus zna jakąś zapomnianą szkołę magii, że nagle wybuchnie płomieniem palącym i uszlachetniającym. ÂŻył dla siebie, oddany był sprawom wielu. Cichy Mistrz. Był jednym z nielicznych, do których Gunses miał całkowite zaufanie. Pomimo tego, że był on zagadką nie do rozwikłania.
Hagmar:
Mutanty pod ziemią. Lithan i Kher w lasach i dżunglach. Wrogowie są wszędzie... A sojuszników brak A Ty Tacticus? Co Tobą kieruje? - usłyszał w myślach, ale tak jakby to były jego myśli. Jego... ale jednak obce. Demon? Duch? Nie... wyczułby, zobaczyłby. Głos był zimny, lodowaty jakby należał do ÂŚmierci albo... Rashera. Dracon uśmiechnął się w myślach, to było dziwne i mało prawdopodobne by zwrócił na siebie uwagę boga wojny. Umysł płatał mu figle, ostatnio za często. To że kilka razy ocknął się nad trupami jakichś ważnych ludzi i kilka dziwnych wizji trzymał w sekrecie... Coś, lub ktoś się nim interesował. Znowu. Wiedział że będzie musiał prosić o pomoc Cadacusa, Elronda, Devristusa i innych. Znowu.
Gunses:
Został ostatni. Człowiek. Wieku 40-50 lat. Wyglądający zawsze porządnie, lecz zwyczajnie. Był najzwyklejnym mężczyzną z wyglądu. Lecz na tym jego zwykłość się kończyła. Nazywał się Isentor I Aquila. Był Królem państwa Valfden. Arcymistrzem wszelkich sztuk magicznych, wysławionym alchemikiem, niedoścignionym naukowcem i badaczem. I to on był tutaj największą tajemnicą. Los, bogowie, ślepa fortuna, nie wiadomo, ale rzucili ma mu na ramiona wielki ciężar, jakim było utrzymanie pokoju na tym świecie walcząc ze swym ojcem. Mimo swej wielkiej fortuny i tytułów, mimo swej wiedzy i potęgi nie stał się on władcą absolutnym lecz pozostał otwarty na lud i jego potrzeby. Zgromadziwszy przy sobie zaufanych mu ludzi utrzymywał pokój na świecie na tyle na ile pozwalały mu na to możliwości. To przyniosło mu rozgłos po całym świecie, szacunek sojuszników i strach w oczach wrogów. Gunses nie wątpił w jego światłość umysłu i waleczność. Wiedział, że póki on żyje, świat się nie skończy.
Isentor:
Dzielnie i zarazem cicho przemierzając kręte korytarze ścieżek dracońskich ruin Gunses natrafił na pomiot mutacji, który torował mu drogę do ostatniej prostej przed budynkiem. Mutant zajęty był odcedzaniem kartofli pod jedną ze ścian.
Gunses:
Gunses zaczerwienił się. Mutacja średnio wpłynęła na rozwój narządów płciowych mutantów. Jako mężczyzna zrobiło mu się żal mutanta i tego z jakim oszpeceniem musi żyć, a co za tym idzie być wyśmianym przez mutantki. Wiedział, że dla prawdziwego faceta lepiej umrzeć niż żyć z czymś takim. Mutant był najwidoczniej za mało odważny by samemu ze sobą skończyć, wampir poczuł się do obowiązku pomocy. Wyjął bezszelestnie miecz. Wykonał cichy rozbieg i skok, spadł w przyklęk tuż za śmierdzącym pomiotem mutacji, szybko wykonał skośne pchnięcie. Miecz wszedł pod żebrami i torując sobie drogę pomiędzy organami przecisnął się przez szyję i zakończył swą wędrówkę w podniebieniu mutanta. Miało to ważny cel - uniemożliwić mutantowi wydanie z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Wampir pamiętał jaką regeneracją posługiwały się te monstra. Naparł mocniej ku górze i rozcinał żebra wzdłuż kręgosłupa. Kiedy miecz był już na wysokości barków Gunses wsadził w ziejącą dziwną substancją ranę swój szpon i będąc w środku wyładował swoją złość i adrenalinę w postaci wielokrotności piorunów które paliły narządy wewnętrzne pomiotu mutacji.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej