Tereny Valfden > Dział Wypraw
Praktyka czyni rycerza
Canis:
- Na pieleniu to się zbytnio nie znam... żebyśmy przypadkiem dosłownie takiego potrzebującego nie znaleźli... - Powiedział Canis przerywając długą ciszę. Przemierzaliśmy szlak w sąsiedztwie drzew... Szumiący lat i opadające liście z drzew były jednymi z naszych atrakcji w czasie tej przechadzki, chociaż nie jedynymi... Co rusz można było ujrzeć pojedyncze żyjątka zbierające zapasy przed nadchodzącym Hemis... Dwóch podróżników kompletatorów walorów przyrodniczych tylko czekało na coś co zakłóci tą przyjemność i stworzy nam okazję do wypełniania swych obowiązków...
Aurius:
-Witajcie panowie! - zawołał jakiś chłop koło drogi. -Szanowni panowie są z Bractwa nieopodal, prawda?
-Tak, pełnimy posługę u Zartata. Choć te obok mnie dopiero co zaczyna. Macie jakiś problem w okolicy? - spytał paladyn.
-My tutaj nie, ale podobnież w wiosce nieco dalej tak. Zwą ją Mirty. Tam panowie powinni coś znaleźć.
-Dziękuje za informację. Trzymaj. Paladyn rzucił jedną grzywnę z mieszka chłopu. -I co na to powiesz Canisie? Ruszamy to sprawdzić?
100 grzywien - 1 = 99
Canis:
- Lećmy Lećmy. - Powiedział Canis i krzywo spojrzał na Auriusa. I we dwoje wieczorną porą ruszyli w kierunku wskazanej przez "jakiegoś chłopa"
Aurius:
Dwójka podróżników z Bractwa ruszyła w wyznaczonym kierunku. Nie było wskazania na pośpiech, więc marsz okazał się dość przyjemny. Okoliczni ludzie rozpoznawali ich po płaszczu paladyna i pozdrawiali odrywając się na chwilę od swych zajęć. Zakonni bracia dbali o to, żeby po pewnych wydarzeniach widzieć ich w lepszym świetle.
-Powiedz mi, co tak na prawdę cię przywiało do Bractwa? Skoro byłeś uczniem króla Isentora, musiałeś znać się na magii, a nie poznałem jeszcze maga, który by całkowicie opuścił swą ścieżkę.
Canis:
- Miałem swoich adeptów, swoich nekromantów których szkoliłem i w teorii i w praktyce... coś tam chyba się znałem... Odkąd służyłem jako Adept w ÂŚwiątyni Beliara na Pustyni Ohsi, poprzez zostanie Nekromantą aż wreszcie Liszem w Mrocznym Pakcie, minęło wiele czasu, wiele się zmieniło. Cieszę się, że w końcu spotkał mnie los podobny do Travisa, mojego kolegi adepta, pierwszego ucznia Isentora w ÂŚwiątyni Beliara. Szkoda, że tak późno. Tyle, że jego dusza została jako pierwsza wchłonięta przez Meaneba... Moja w wyniku jakiegoś mojego eksperymentu wróciła do stanu sprzed zostania adeptem. A to czy znalem się na magii czy nie, czyim byłem uczniem, niema najmniejszego znaczenia. To było, minęło. A każdy po moich przeżyciach chyba nie chciał by ryzykować ponownie "wypaczenia i tak już nadszarpniętego umysłu". - Powiedział mając nadzieję, że usatysfakcjonuje rozmówcę, przekaże to co na prawdę chciał wiedzieć. Po czym zaczął zastanawiać się czy mężczyzna przy drodze nie chciał podróżników czasem zająć przechadzką po niekończącej się drodze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej