Tereny Valfden > Dział Wypraw
Morderstwa w Ansir
Gunses:
Gunses patrzył i zapisywał w pamięcia, lecz nie myślał nad tym. Nie chciał aby jakaś myśl mogła być pochwycona przez coś lub przez kogoś.
Mogul:
Mogulowi podobała się taka postać rzeczy. Dwóch na jednego, zawsze fajniej. Przyjął postawę z bardziej otwartą gardą, tak, by zwiększyć samemu sobie mobilność. Większość ciosów ducha najzwyczajniej w świecie unikał albo odchylając się w bok, albo w tył. Resztę ataków ducha starał się jak mógł blokować szponem. Cofanie się do tyłu było najmniej bezpieczne, ponieważ gdy powracał do swojej pozycji następował atak młodzieńca. Dlatego przyjął też inną gardę, pozwalającą mu na manewry przeciwko dwójce przeciwników. Więc ponownie ataki człowieka udawało mu się tym razem blokować. Ork zauważył jedną rzecz - duch po ciosie szponem odłączył się na pewną odległość od młodzieńca. Khan chciał to wykorzystać, lecz teraz nie miał pomysłu zbytnio jak. Trwała walka, a jego umysł był spowity mgłą szału. Także postępował dalej zgodnie swojego planu. Miał dłuższy zasięg od ramion człowieka, toteż gdy duch zaatakował prostym Mogul uchylił się i gdy powracał do swojej pozycji zaatakował prawym (zwykła łapka) prostym w twarz człowieka. Było to uderzenie kończące, w którą Mogul włożył większość swojej siły. Jeśli to nie pomoże sprawdzi inną rzecz, bo walka dalej pewnie nie miałaby sensu. Postara się wyciągnąć ducha z syna karczmarza, ale na razie liczyło się upojenie walką.
Isentor:
Duch raniony szponem odniósł realne obrażenia. Zdenerwowało go to i zaczął atakować coraz ostrzej. Tłum krzyczał zachęcając do krwawej jatki.
Mogul:
Dalej następowała poprzednia sekwencja uników, Mogul miał powoli już tego dosyć. Nudził się, szczerze powiedziawszy. Walka z dwoma wrogami nie była taka fajna jak myślał. Mimo, że ork miał niepewny plan jak ją zakończyć, postanowił sprawdzić "to". Stanął w odsłoniętej pozycji i jak przypuszczał duch wyprowadził lewego prostego. Ork w ostatniej chwili złapał szponem jego pięść i pociągnął do siebie. Prawą ręką wyprowadził prostego w splot słoneczny człowieka. Uderzenie było silne, lecz tym razem specjalnie niechlujne. To był cały plan na jaki wpadł, pociągnął do siebie ducha, a odepchnął człowieka, chciał ich rozdzielić, a przy okazji syna karczmarza obezwładnić go. Cios wszedł tam gdzie powinien, więc biedak odleciał kawałek, a przy okazji nie mógł złapać powietrza. Ork przypomniał sobie kiedyś walkę z innym orkiem, walczyli oboje na pięści. Był to niby zwykły sparing, ale oboje walczyli na poważnie. Wtedy Mogul przegrał, bo dostał właśnie w splot. Nie było to zbyt miłe uczucie starać się łapczywie wciągnąć powietrze. Gdy już Khan myślał, ze wykituje wtedy niepewnie wciągnął powietrze. Liczył na taką samą sytuację w tym przypadku. Ork doprał tyle siły i tyle techniki, by to obezwładnienie nie było śmiertelne, ale wyłączało człowieka na odpowiedni okres czasu kończąc walkę.
//: żebyś się nie pogubił - trzymając ducha za rękę w swoim szponie, człowiek odleciał na pewną odległość
Isentor:
Duch rozpłynął się w powietrzu, Mogul został okrzyknięty jako zwycięzca.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej