Ra zszedł z konia, podał lejce jednemu z kompanów podróży. Odtroczył od konia torby, z jednej coś zaśmierdziało.
- Wziąłem świńskie mięso - wytłumaczył się zanim ktoś zadałby pytanie
- Jakąś przynętę trzeba mieć - wyjaśnił. Odszedł na bok. Wyjął z toreb jakieś linki, żyłki, siatki. Porozkładał. Z linek zrobił wnyki, starając, za zaciski obrał młode i sprężyste drzewka. Tak rozstawił trzy wnyki, umiejscawiając oka tak, aby zacisnęło się ono na szyi, mięso posłużyło jako przynęta. Rozstawił też trzy zatrzaski, jako sprężyny używając gałązek. Na gałązce umieścił mięso. Gdyby wiwerna rzuciła się na mięso, zatrzask zamknąłby się na jej pysku. Zależało im na skórach i alchemicznych odczynnikach, więc Ra tworzył pułapki tak, aby skóra ucierpiała jak najmniej.
Później wyjął z jednej z toreb kilka dziwacznych gwizdków. Wybrał jeden z nich, dla myśliwego wyryte na gwizdku runy były jasne i czytelne, dla nieobeznanego były to zwykłe krzaczki.
- Trzeba się schować. Dobrze że mamy konie, ich zapach będzie przyciągał wiwerny - powiedział. Przyłożył gwizdek do ust i zagwizdał. Dźwięk bardziej przypominał rysowanie ostrzem noża po arkuszu blach, niemniej jednak bardzo dobrze naśladował nawoływania wiwern.
[Założyłem trzy wnyki i trzy potrzaski]
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.