Forum dyskusyjne > O grach, programach i sprzęcie

Ostatnio grałem w...

<< < (11/12) > >>

Railcaster:
"Ostatnio grałem w..." Battlefield 4.  Mam już 175h przegrane i mogę powiedzieć że jest to bardzo interesujący tytuł w 100% godny polecenia... Mimo że na premierę miał ogromne problemy techniczne to teraz jest to gra idealna...

TheMo:
Medal of Honor: Pacific Assault

Starszy FPS osadzony w realiach wojny na Pacyfiku pomiędzy bohaterskimi Amerykanami a złymi Japończykami. Co do tytułu mam mieszane odczucia. Momentami wczuwałem się w żołnierza, którym sterowałem, jednak mechanika skutecznie to utrudniała. Dziwię się, jak Hamburgery to wygrywały, skoro jesteśmy rzuceni między takich debili. Tak, cały front przemierzamy wraz z drużyną. Fajne? No niezbyt. AI jest zrypane, towarzysze wchodzą pod celownik, skutecznie blokując twój ostrzał. Momentami idą naprzód na hurrra, momentami stoją w miejscu. Zazwyczaj odwrotnie, niż sytuacja tego wymagała. Celujesz do wroga przy CKM? Spoko, wbiegamy przed ciebie, zasłaniamy ci pole ostrzału i zbieramy na klatę wszystkie pociski skutecznie padając. Ciasna droga i rzucono nam granat pod nogi? Nie cofniemy się! Ty też nie, będziesz przyblokowany przez nas! Tak to wygląda. Niby jest system wydawania rozkazów (4 przyciski: zbiórka, ogień osłonowy, naprzód, wycofać się). Albo jest to zablokowane przez skrypty, albo bezużyteczne w danej sytuacji. Jedyne co się przydaje to wzywanie medyka, który daje nam "dodatkowe życie". Medyk jest też zmuszony stawiać na nogi naszych kompanów. Niestety, tu też momentami są błędy. Nieraz nie pomoże ci, mimo iż stoi 2 metry dalej, jednak w przypadku żołnierzy sterowanych przez komputer potrafi wbiec prosto pod karabin maszynowy. Poruszanie się po dżungli na wyspach też jest utrudnione. Nie przejdziesz, bo cienka gałąź blokuje. Chcesz przylec do kamienia lub drzewa celem ochrony? Ostrożnie, bo możesz wejść na przeszkodę. Japończycy też udani. Mają tendencje do zaprzestania ostrzału i szarży z bagnetami, bądź katanami. Tak, z bronią białą prosto na karabiny, jak pod pierdoloną Shiroyamą. Momentami można przeczekać wymianę ognia, aż sami nie podbiegną. Gra daje nam też możliwość zasiądnięcia za sterami myśliwca. Tak, EA próbowało wtrącić tutaj symulator lotnictwa. Sterowanie samolotem uproszczone, przez to strasznie toporne, co skutkuje kilkunastoma minutami na ogarnięcie wszystkiego. Na szczęście (w moim odczuciu) to tylko chwilowy epizod.
Skoro już się wyżaliłem co do mechaniki, przejdźmy do fabuły. Amerykański rekrut tuż po szkoleniu idzie na front, a tam robi takie rzeczy, że z powodzeniem sam mógłby wygrać tą wojnę (przykładowo zniszczenie lotniskowca będąc pierwszy raz za sterami myśliwca, bez żadnego przeszkolenia). Słowem, podkoloryzowana amerykańska propaganda. Jednak o tym się zapomina podczas akcji i skupia się na przeżyciu i wyeliminowaniu wrogów, co jest dobre. A może to ja się tak bardzo wczuwam ze względu na zamiłowanie do podobnych tematów?
Krótkie podsumowanie: gra zestarzała się i to ładnie. Z drugiej strony już takich nie robią. Jak ktoś ma w sobie cysternę wypełnioną cierpliwością to polecam. Jednak jeśli ktoś szuka dobrego FPS osadzonego w II WÂŚ to lepiej niech sięgnie po pierwsze odsłony CoD. A w przypadku zgłębienia tematu wojny na Pacyfiku to o wiele lepsze będzie kino. "Cienka czerwona linia", "Pacyfik", "Listy z Iwo Jimy", "Tora Tora Tora". To tylko niektóre z tytułów o wiele lepiej oddające te klimaty. Gra jedynie dla zatwardziałych miłośników tego typu strzelanek.

Obrazek dla rozluźnienia

TheMo:
ÂŚródziemie: Cień wojny.
Marne skradanie z prostym systemem walki i ułomnymi przeciwnikami. Chociaż czego się spodziewać po orkach. Misje po kilku godzinach zaczynają być powtarzalne. Wszystko sprowadza się do ukatrupienia kapitana lub innego stworzenia z Mordoru. Ataki/obrony fortecy są fajne, nawet bardzo. Ale tylko do 3, 4 razu. Budowanie armii to niemal kalka z poprzedniej części, nieznacznie ulepszona. Ostatni akt sprowadza się do grindowania.
To teraz dobre strony: ekwipunek. ÂŁadnie rozbudowane i unikalne bronie, które można dostosować pod siebie. I dodatkowy smaczek w postaci wyzwań, by odblokować dodatkowe bonusy.
System nemezis. To, jako rdzeń rozgrywki siłą rzeczy musi być zrobione porządnie. I jest. Różnorodność orków jest duża. Wprowadzono więcej plusów i minusów kapitanów względem poprzedniej części. Można rozwijać swoje jednostki robiąc zadania z nimi bądź posyłając na arenę. A ich charaktery... No cóż. Niektóre zapadają w pamięć jak poeci czy świry.
A co mnie wkurza? Badziewnie zrobione postacie poboczne. Murzyn w Gondorze i blond dama w opałach, która stara się nią nie być i ich wątek pseudo-miłosny wpleciony na siłę bardziej niż Afrogondorczyk(?). Wojowniczka która gada tylko o świetle i jest do popychania fabuły z Nazgulami. Szeloba, która nie jest taką jaką zapamiętałem z filmów. I Kelebrimbor, twórca pierścieni. Czasem pomaga, ale większość czasu irytuje.
Skoro przeszedłem do fabuły: podróżujemy po Mordorze rozkurwiając coraz więcej Uruków by na koniec zmierzyć się z samym Sauronem. Więcej nie powiem, bo jedyne ciekawe momenty (można je policzyć na palcach drwala alkoholika) to spojlery. Chociaż podobało mi się przedstawienie lore. Historia Szeloby czy Nazguli to lepsze momenty niż wątek główny. A ten jest tylko pretekstem do rozwalania kolejnych orków.

konrad754:
Ja ostatnio grałem w dosyć nową gierkę Battalion 1994 przypomina bardzo Call of Duty 2 i to mi się bardzo podoba ;)

namasteia:
W Majesty - Władca Ardanii. Uwielbiam tą grę i gram w nią od nastu już lat, nigdy mi się chyba nie znudzi ;)
Niestety nigdy nie udało mi się jej przejść w całości, bo zawsze blokują mnie te same misje - nie wiem jak je rozgryźć.
Co bym nie robiła i czego bym nie próbowała, po prostu nie potrafię, a podejść już można liczyć w setkach.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej