Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyczajony browar, ukryty miód
Mogul:
Co do kurwy nędzy? Elrondowi najwyraźniej się nudziło, że oddalał się do jakiś bezbronnych staruszków. Ale czy aby na pewno bezbronny? Mogul do końca nie wiedział tego, było ciemno, a zdawać śię mogło, że starszy jegomość wymówił jego imię. Jednak nie było czasu na myślenie. Ork wyciągnął swój drugi topór, by przyśpieszyć walkę. Doskoczył do najbliższego, który zdążył pierwszy ciąć. Zablokował Rozkurwiatorem, by od razu potem ciąć swym już zasłużonym orczym rzeźnikiem. Zostawiło to w bandycie wielką dziurę w brzuchu. Opryszek padł wykrwawiając się.
7/12
Hagmar:
Bandyci padali jeden po drugim, toteż wpadli na pomysł by się wycofać co też zrobili. Yarpen widząc co też Elrond (który zjawił się znikąd) uczynił począł iść do niego. Nie gońta ich, nie warto. Mamy tu jednego dziada to se go chętnie prrzesłucham. Brodacz podszedł do związanego który wydał mu się znajomy. <facepalm> Elrond... ty idioto. Toć to Dragomir! Znajomek Gunsesława. Krasnolud zrazu począł rozwiązywać, cucić i przepraszać staruszka. Wybaczcie awanturę staruszku, ale co wy tu do Reshara robicie?
Elrond Ñoldor:
// Najpierw stał oparty o coś z różdżką w ręku gotowy do ataku. Sterował nim Gucio. Później "jeden z bandytów, wyglądający na staruszka w łachmanach" którym sterował Aruś, zaczął uciekać i kryć się po kontach. Nie będę tego komentował :)
- Dragomir? Nie znam... - powiedział szczerą prawda. Wszakże w czasie gdy Gunses przemierzał krainę Ankvooratu, on sam był martwym truposzkiem, hasającym sobie po drugiej stronie świata, ponoć tej gorszej i niematerialnej. Nie wiadomo czemu nagle zajaśniała mu w umyśle postać wampira, zwanego Nikolaj. Odgonił dziwną myśl, doszedł do wniosku, że leżąca obok postać musiała mieć z nią coś wspólnego, a jego dziwna podświadomość starała mu coś sobie przypomnieć. Coś odległego i nieswojego.
- To on nie jest bandytą? Ma szczęście że nie cisnąłem w niego Kamiennym Pociskiem. Myślałem też o złamaniu nogi tamtym kamieniem...
Gunses:
Yyy łeee..... - ocknął się starzec i popatrzył po zebranych - ÂŻeby was wygrzmocili... - nie wiedział co dodać. Ani orkowie, ani karły ani nawet niziołki nie pasowały. Każdy z nich był w kompanii - Elrond, dziadu... Twu! Jesteś bardzo zapobiegawczy - powiedział i oparł się ponownie o konora
- Wycięliście ich w pień, czy uciekli? - spytał i po chwili otrzymał odpowiedź - Tchórze. Miałem nadzieje, że nie zwieją tak szybko i dadzą się pozabijać. Eh... Byłem u nich wtyką. W zasadzie to nadal jestem. Mam nadzieję, że nie pomyśleli o obserwacji nas i nie troszczą się o swojego tropiciela, inaczej będę u nich spalony. Pomóżcie mi wstać..
Hagmar:
//To ta sama persona Edziu, ;p Chodziło o to by go ktoś zaatakował bo wy nie wiedzieliście kto to. Teraz wiecie.
Yarpen pomógł staruszkowi wstać. Chodźcie do ognia Dragomirze, i opowiedzcie co tu robicie bo my zmierzamy w... sam już nie wiem co. Brodacz zaprowadził druida do ogniska i opowiedział o dziwnym liście wedle którego Aragorn żyje.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej