Tereny Valfden > Dział Wypraw

Przyczajony browar, ukryty miód

<< < (5/46) > >>

Mogul:
W przeciwieństwie do niziołka, orkowi podobał się taki stan rzeczy. Mógł przynajmniej się rozgrać co nieco. Nie walczył już dosyć dawno, musiał coś rozkurwić, więc nie patyczkując się ściągnął z pleców Rozkurwiatora. Akurat zdążył zablokować nim cios bandyty, który najwyraźniej będąc bardzo pewny siebie zaatakował w pojedynkę. Gdy metal zdeżyła się z metalem, wydobył się charakterystyczny dźwięk. Dla większości ludzi było to okropne, lecz nie dla orka. Była to muzyka dla jego uszu. Poczuł niepochamowaną żądzę mordu. Odepchnął wroga, który stracił równowagę. Wykorzystując okazję Mogul ciął z góry, celując w miejsce pod szyją, w obojczył. Potężne uderzenie zwaliło oponenta z nóg zabijając.

Ee 2/12

Elrond Ñoldor:
- Pam prararum, parara pum, trala la la lo, li le li le lo... Trala lala pam, para rara ram... - śpiewał sobie staruszek brodząc przez zawieję.
Po ostatniej masakrze obozowiska bandytów postanowił rozdzielić się od kompanów i ruszyć "skrótem". Tu przez lasek, dolinkę, jakieś bagienko, by szybciej grzać tyłek przy kominku w Pakcie. Oczywiście droga w dziwny sposób się dłużyła, a ostatnie okruszki spomiędzy zębów wygrzebał, toteż nie szło mu się za przyjemnie. Zastanawiało go również, kiedy mu w końcu gardło wysiądzie. Wszakże nie miał nawet czym go umoczyć. Z tej całej zadumy wyrwały go odgłosy walki.
- Oho! Cywilizacja! - ruszył raźno w kierunku odgłosów.

Dragosani:
- O, papu - stwierdził wampir na widok bandyckiej bandy bandytów, który pojawili się niespodziewanie jakoby czwórka zmutowanych żółwi z kanalizacji. Gdy zbiry wypadły zza drzew, pokazując tym samym geniusz taktyczny ich dowódcy (jeżeli takowego mieli), polegający na "kupa ich!", krwiopijca miał już miecz w łapce. Zastanawiało go tylko, dlaczego ci bandyci mają różowe zbroje... Jednak taki nieistotny szczegół nie zaprzątał wampirowi długo głowy. Wszak była noc, miał pod ręką picie, a on sam był młody. Mniej więcej. Co prawda było zimno, a śnieg sypał po oczach jakby nie miał nic innego do roboty (np. zasypywania placu przed pałacem Isentora, aby sam król został zmuszony do złapania za łopatę celem odgarnięcia go), ale co tam. Wampir i tak czuł się dobrze. Jeden z bandytów zaczepił go, chyba węsząc łatwy łup. Po szybkim sparowaniu jego ciosu przez wampira, chyba jednak zmienił zdanie, gdyż zaczął krążyć wokół niego, szukając luki w obronie i udawać, że się na tym zna. W końcu wampir nie wytrzymał.
- Zaatakujesz mnie? Bo to się robi nudne! - krzyknął do bandziora i sam zaatakował. Było jeszcze Hemis, nadchodziła pora, która tak normalnie byłaby nocą. A bandyta miał w sobie krew - papu dla wampira. Nie miał wielkich szans. Drago ciał kilka razy mieczem, dość szybko, ale niecelnie, nie chcąc tak od razu ubić bandyty. Zmusił go do rozpaczliwej obrony. Z każdym ciosem bandyta parował coraz ociężalej i wolniej. Wampir zaczął dostrzegać przerażenie w jego oczach. To było podniecające. W końcu wampir uznał, że pora zakończyć tę farsę. Uderzył płazem w broń bandyty, odtrącając ją i szybko ciął w jego nadgarstek, ucinając dłoń. Oczywiście wywołało to wystrzelenie strumienia krwi, oraz wrzask bandyty, lecz zakończył się on wraz z pchnięciem w gardło zbira. Wampir szybko wyrwał z niego ostrze i przypadł paszczą do krwawiącej rany, aby się napić.
3/12

Elrond Ñoldor:
Tymczasem Elrond zdążył chyłkiem podejść pod arenę walk. Mrok nocy i ogólny rozgardiasz pozwalały mu podejść bliżej niezauważonym tak, by mógł zobaczyć, a przynajmniej określić w jakimś stopniu, z kim ma do czynienia. Od razu rozpoznał dwie walczące grupy, podobnych do siebie, chyba ludzi, w różowych zbrojach, oraz dziwną mieszankę krasnali, ludzi i przynajmniej jednego wampira. Wampir wydawał się jakoś znajomy. Nawet przez mroczny całun nocy. Ponadto z doświadczenie wiedział, że jeśli idzie jakaś dziwna kompania, to musi być to jakaś kolejna wyprawa organizowana w karczmie, na którą idą członkowie wszystkich organizacji. Elrond przygotował broń... Wiedział już na kim skupić swój atak...

Adaś:
Sleeth był już przygotowany kiedy do obozu wpadali bandyci. W momencie jeden z nich się rzucił na niego, atakując mieczem od góry. Dhampir zwinnym ruchem uniknął ciosu, uderzając równocześnie tarczą w lewe ramię bandyty. Efekt był natychmiastowy, zbir stracił równowagę i się zachwiał, prawie przewracając się. Sleeth w momencie wykorzystał okazje, mocnym kopniakiem zasadzonym w tyłek przewrócił do końca bandytę. Miecz pół wampira błyskawicznie spadł na niego przebijając zbroje w okolicy podbrzusza. Zgrabnym ruchem przekręcił ostrze znajdujące się w ciele przeciwnika, po czym gwałtownie szarpnął w prawo. Rozcinając tym samym do reszty brzuch bandyty, oraz uwalniając swoje ostrze...

4/12


//:Zey

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej