Tereny Valfden > Dział Wypraw

Sługa

<< < (5/8) > >>

Grison:
Mężczyźni szli szybkim krokiem.
- Stary Ruthger, ponoć ma zatrudnić nowego kucharza. Twierdzi, że któryś z dotychczasowych nie wywiązuje się z obowiązków jak należy.
- Słyszałem. Nasz major domus, trzyma szyję coraz wyżej. Swoją drogą, stawiałbym na grubasa.
- Earl? Nie możliwe. Zje więcej niż jest warta jego pensja, to prawda. Ale jednak, nie powiesz mi chyba, że nie zna się na swoim fachu.
- Timothy, więc?
- A czy po kuchni krząta się jeszcze jakiś kucharz?
- Nie.
- No widzisz.
- Co z ludźmi do pomocy przy przyjęciu? Przyjdą jacyś?
- Nie. Nie słyszałem. Mamy sobie rzekomo poradzić w tylu ilu nas jest, póki co. Do tego ten pokurcz Podrick, wyprosił Ruthgera o wolne od pracy. Jeszcze nie wie, kto przyjdzie na jego zastępstwo.
Po rozmowie, która w dalszej części obfitowała tylko i wyłącznie w dyskusje o wielkości piersi praczki Marthy i kształtnych biodrach córki Ruthgera, mężczyźni rozdzielili się.
Jeden z nich miał do załatwienia coś na rynku, a drugi obrał za kierunek swój dom w dzielnicy biedoty.

Mantos:
Gdy tylko mauren usłyszał te słowa uświadomił sobie swoją pomyłkę. Zawrócił szybko i ruszył drogą, którą podążył Podrick, starając się wypatrzeć niskiego sługę.

Grison:
Wśród wielu przechodniów trudno było znaleźć pokurcza, lecz mauren i tak zdołał go wypatrzeć.
Podrick maszerował dumnie przez szlachecką dzielnicę lawirując pomiędzy ludźmi wyższymi od siebie o głowę lub nawet i więcej. Nie zahaczał o żaden sklep, tak jak powiedział. Nie specjalnie nawet patrzył na wystawy tych, które mijał po drodze. W pewnym momencie skręcił w uliczkę pomiędzy dosyć skromnym, jak na standardy dzielnicy, domem jakiegoś szlachcica, a galerią drogich futer. Ciasna, wybrukowana uliczka nie widziała wiele światła słonecznego, dzięki wysokim budynkom ją okalającym. Niski mężczyzna zapukał na drzwi po lewej stronie. Po chwili otworzyły się, a ten wszedł do środka. Z wnętrza, przez niewielkie okno zasłonięte firanką dobiegała łuna świecy. 

Mantos:
Arevis nie zastanawiając się długo również skręcił w uliczkę i zbliżył się do okna zasłoniętego firaną, pamiętając jednak o tym by nie zdradzić przypadkiem swojej obecności.

Grison:
- Jestem, panie Ruthger - dało się słyszeć ze środka. Zasuwa w drzwiach stuknęła o futrynę sugerując zamknięcie drzwi. 
- Zamilcz. Nikt cię nie śledził?
- A któż miałby interes w śledzeniu człeka takiego jak ja?
- Wolałbym się nie przekonać.
- Jest pan, zbyt przesądny, pani Ruthger.
- Nie mów do mnie po nazwisku. Mówiłem ci o tym za pierwszym razem.
- Dobrze panie Rut... Dobrze, proszę pana.
- Tak lepiej. Chodźmy.
Po tych słowach słychać było już tylko dźwięki kroków, sugerujące, że mężczyźni oddalają się.
Okno po lewej stronie było zamknięte od środka. Drzwi również. Po prawej zaś, na niezbyt stromy dach prowadziła drabina.   

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej