Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wysuszeni myśliwi
Gunses:
- Lubię takie harde! - wrzasnął wampir odskakując w tył na dwa metry, zaraz potem odbiegł kawałek. Spojrzał w oczy opętanej elfki. To co się działo z jego towarzyszami nieźle pobudziło wampira. W skroniach załomotał szum, adrenalina buchnęła do żył, wampir wręcz czuł smak elfiej krwi. Wszystkie te emocje zgromadził i przelał w szpon tworząc energię magiczną. Gunses wyrzucił przed siebie rękę, z rozproszonych palców strzeliły iskry, a piorun wyprysnął z dłoni kierując się w elfkę. Wampir musiał ją jakoś obezwładnić, próbował więc piorunem. Czemu...? A no bo było to jedyne znane mu zaklęcie! Ha!
Isentor:
Piorun przeleciał przez płomienie wytworzone przez elfkę i sponiewierał jej ciało. Ta prawie nie drgnęła, zaprzestała jednak palić okolicę, by po chwili wykrzyczeń inkantacje kuli ognia - heshar anash! Ognista kula pomknęła z ogromną prędkością w stronę Gunsesa.
Zdążyłem podnieść się z krzaków, czułem jak krew z zadrapań spływa mi po policzkach. Zorientowałem się, że elfka rzuca zaklęcie kuli ognia. Czym prędzej więc wykrzyczałem inkantacje ściany lodu - anoshu izilishash! Lodowa ściana wytworzyła się przed Gunsesem odcinając go od gorącego pocisku. Kula ognia rozbiła się o lodową ścianę tworząc wybuch, który rozbił ją na tysiące drobnych kawałków lodu.
- Anoshu ruash uphu grash!
Skupiłem energie magiczną zaczynając zamrażać wszystko na obszarze pod stopami opętanej niewiasty. Utworzyłem bryłę lodu, która skrępowała elfkę od stóp do ramion czyniąc ją bezbronną.
- Do dzieła Gunsesie!
Gunses:
Gunses momentalnie wykonał rozbieg i doskoczył do elfki. Jego szpon wylądował na jej głowie, tak, że o mało nie skręcił jej karku. Zbierając siłę spokojny acz pewnym głosem powiedział
- Demonie, opuść to ciało! Już!
Isentor:
Nim Gunses zdążył ukończyć wypowiadanie słów elfka przeteleportowała się 15 metrów dalej uwalniając się przy tym z okowów bryły lodu.
Patty:
Sama zaś w tym czasie wstałam spod drzewa, w które cisnęła mnie ta dziwaczna persona. Potrząsnęłam głową, starając się przepędzić mroczki sprzed oczu i spostrzegłam, że reszta drużyny ma niemałe kłopoty. Patrzyłam, jak elfka teleportuje się gdzieś dalej i podbiegłam do niej, zatrzymując się około 8 metrów od niej, wyciągając przed siebie rękę.
- Araxu ipish! - zaklęcie zaczęło wysysać energię magiczną z jej ciała, a sama ściągnęłam tarczę z pleców, mrucząc jeszcze - Ashush! - nakładając aurę tarczy miałam przynajmniej pewność, że nie zabije mnie od razu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej