Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wysuszeni myśliwi

<< < (2/42) > >>

Isentor:
- Jesteśmy już w komplecie. Z tego co mi wiadomo znacie się. Przyjaźnie zawiążecie później. Teraz nie ma na to czasu. Jak wspominałem już Gunsesowi udamy się do wioski Veraph.
Isentor spojrzał przenikliwym wzrokiem na paladyna i wampira.
- Nie ważcie mi się w obecności osób trzecich zwracać do mnie po imieniu, tytule czy żadnym innym sformułowaniu, które może nakierować rozmówce na to kim jestem. Zwracajcie się do mnie po prostu magu. To ta droga - wskazał Isentor.
Po czym pogonił wierzchowca po trakcie prowadzącym do Verath.
- Za mną!

Patty:
W milczeniu wysłuchałam słów króla i kiwnęłam głową na znak zrozumienia. Nie do końca wiedziałam, czemu Isentor chce ukrywać swoją tożsamość, ale nie zamierzałam o nic pytać, po prostu przyjmując to za fakt. Gdy wydał rozkaz wymarszu, po prostu spięłam konia i pognałam za królem drogą w kierunku wspomnianej wioski.

Isentor:
Minęło już kilka minut i nikt mnie nie doganiał. Obejrzałem się więc za siebie, żeby się upewnić, czy moi towarzysze zrozumieli co do nich powiedziałem. Zobaczyłem jak Patty zbliżała się do mnie na koniu. Poczekałem aż konie się zrównały.
- Mamy jakieś 40 minut drogi galopem. Wioska leży tuż na skraju dżungli. Byłaś kiedyś w dżungli?

Patty:
- Nie - odpowiedziałam krótko, po czym uznałam, że to może nie zostać za dobrze odebrane - Na Valfden nigdy żadne obowiązki mnie tam nie zagnały, a sama raczej nie miałam ochoty na tak orientalne wycieczki. Za dużo niebezpieczeństw. I klimat nie ten - skrzywiłam się lekko, wiedząc, że dżungle nie słyną z przyjazności dla ludzi.

Gunses:
Gunses podjechał do Króla i Patty.
- Przyjaźnie są konieczne? - spytał wracając do poprzedniej rozmowy - Partnerskie układy chyba wystarczą. A co do myśliwych, to chyba wiem o co może chodzić. Wolałbym jednak, abym się mylił, bo to nie są piękności.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej