Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wysuszeni myśliwi
Gunses:
- Z uwierzysz, że z lasu wybiegła tygrysica, która okazała się być yy... Ventepi? Bo jeśli nie, to szkoda mojego gadania... Masz jakąś linkę ze srebra aby skrępować tego jegomościa?
Isentor:
- Opowiadaj, zwiąże go.
Isentor zaczął krępować Tarraza srebrnym łańcuchem.
Gunses:
- Podczas walki z Tarrazem udało mu się mnie przewrócić. Wpadłem plecami o - wskazał zakrwawioną popękaną gałąź - na tamten wystający badyl. Byłem dość bezbronny. Wtedy z kniei wyskoczyła tygrysica o lśniącej sierści. Nigdy wcześniej nie widziałem tak czystej i lśniącej sierści. Rzuciła się na Tarreza, o popatrz jakie rany od pazurów mu zadała. A potem podeszła do mnie i usłyszałem głos. Kobiecy, ale bardzo delikatny, bardzo... anielski. Usłyszałem, że Ona nie mogła pozwolić abym umarł, że nie nadszedł mój czas i że muszę dokonać jeszcze wielu ambitnych rzeczy. Dokładnie, to wielkich rzeczy. Powiedziała, że dba o każde stworzenie, że Ventepi przygląda się moim czynom. A gdy przeprosiłem ich, za to, że przestałem w nich wierzyć - rzekł i zagryzł zęby ze wstydu - to usłyszałem... że oni... że oni we mnie nigdy nie przestali wierzyć - zamyślił się na kilka sekund - A potem odeszła.
Isentor:
- ÂŻycie ciągle mnie zaskakuje. Pani natury objawiła się wampirowi. Zdumiewające są kaprysy bogiń. Zabierzmy Tarraza do wioski. Może znajdziemy tam Patty. Myślisz, że spodobał się jej jeden z myśliwych i dlatego zniknęła na całą noc?
Gunses:
- Ja obstawiam, że coś jej się stało. ÂŻe uznali ją za taką co jeździ z nami, wampirem i magiem i jeszcze nie daj Ventepi! coś jej zrobią! Albo zasiedziała się przy garach w jakiejś kuchni... eh kobiety.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej