Strefa dyskusji > Dyskusja o grach studia Piranha Bytes
Risen 2 - Wrażenia
Elrond Ñoldor:
Ostrzegam, mogę spojlerować. Wrzucajcie swoje spostrzeżenia...
Gra dupy nie urywa. A szkoda, bo piratów, rumu, dzi(e)wek w porcie i piaszczystych biały plaż w w grach rpg szukać ze świecą. Niemniej jednak Pirania w dosyć dobry sposób poskładała to w jedną całość tworząc bardzo dobry klimat, który jest jedną z dobrych rzeczy jaką znalazłem w tej grze. Ostrzegam, że jest ich tyle co u palców w jednej ręce.
Drugim takim paluchem są muszkiety i zastąpienie nimi klasycznych kuszy i łuków. Broń palna wyszła genialnie. Mamy do dyspozycji podstawowe pistolety, trzymane w "lewej dłoni", a tak na prawdę przy pasie (fajnie to wygląda), które po około 20 sekundach pozwalają nam na pojedynczy strzał w aktywnego przeciwnika. Dalej są długolufowe muszkiety i dziadki dzisiejszych shotgunów. Co dwie sekundy jeden strzał. Zamiast broni białej. Ta natomiast jest podzielona na broń klującą, sieczną i rzucaną. Może i do pirata nie pasowałby ciężki dwóręczniak, ale uważam że czegoś jej brakowało. Przejrzystości? Walki były według mnie za szybkie i praktycznie klikałem cały czas ppm. Blokowanie, riposta? Nie używałem...
Trzecią fajną sprawą jest ogólna koncepcja umiejętności i w bardzo fajny i sprytny sposób wywalenie magii. Teraz mamy voodoo, które genialnie pasuje do klimatu pirackiego. Osobiście nie używałem, dlatego nie rozwinę myśli. Zabijając potworki i wykonując zadania zbieramy punkty chwały, a te wydajemy na podniesienie poziomu dowolnej umiejętności. Broń biała, palna, wytrzymałość, cwaniactwo i oczywiście voodoo. Z każdym poziomem odblokowują nam się umiejętności, których możemy wyuczyć się za kasę. Bardzo fajne, przejrzyste i w ogóle. Dobrze zrekompensowało mi brak klasycznych punktów siły i zręczności, które bardzo lubię.
Czwartą rzeczą są dialogi. ÂŚwietne. Trochę dziwnie tak o nich mało napisać, ale trzeba ich samemu poczytać. Piątej pozytywnej pozycji ciężko mi znaleźć. Grafika? Na moim starym sprzęcie musiałem ratować się niską rozdzielczością by gra działała płynnie, ale nawet pomimo tego plaże, jungle, rdzenni mieszkańcy wysp, ta cała karaibska sceneria malowała się bardzo ładnie na moim ekranie.
A co było złego? Dużo rzeczy. Jak teraz o tym myślę to za bardzo nie wiem od czego zacząć. Może od postaci głównego bohatera (pomijając oczywiście jego świetne teksty). Był po prostu wątły. Chudy. Piracki płaszcz zdawał się na nim wisieć i dosłownie topił się w butach. Ja rozumiem przyciemnić włosy, ściąć kucyk i zaczesać się do tyłu (jak w Gothicu), ale to co zrobili Piranie z twarzą nowego Bezimiennego, porównując ją do tej z pierwszej części, woła o pomstę do nieba. To nawet bracia by nie mogli być. Ja widziałem obcych ludzi bardziej do siebie podobnych. I graficznie wydawało się że ten z pierwszej części został zrobiony na lepszym sprzęcie kilka lat od tego nowego.
Kolejną sprawą jest ubogi świat. Roślinki, itp, wszystko leży jak należy, ale lista potworów i przeciwników jest bardzo mała. Pamiętam chyba tylko dwadzieścia sztuk. Na dodatek są słabi i w połowie gry nie robią żadnego dla nas wyzwania. Co mnie trochę śmieszy, bo w każdej recenzji jaką przeczytałem, autorzy piszą jakoby Prania zrobiła jakąś diabelską sztuczkę i tak zawyżyła poziom przeciwnika żeby nas zatłukł jednym strzałem. Nie wiem, nie widziałem. Grałem na średnim, było łatwo. Dalej jeśli chodzi o ubogi świat, bardzo biednie prezentują się porty i wioski. Ludzi jest w nich kilku na krzyż. Praktycznie zero ruchu. W Tikaraqui i Antiqui czy jak to się pisze, porty świecą pustkami. Tak samo w głównym mieście Starego ÂŚwiata. Garnizon wojskowy z portem na jeden statek, trzy wille, hotel i jeden kupiec na placu. Kilka osób się wałęsa. No i jeszcze siedziba Rady. ÂŻal i ból. Zamiast ich bardziej ścieśnić, zrobić tłoczniejsze miasta, to jedna wielka żenad. Zero tętniącego świata. O i jeszcze załoga statku. O ile Garcia miał sporo ludu, bo 4 na statku i czterech ze sobą, to załoga tego pirata co go na Antigui spotykamy, składała się tylko z kucharza i pirata w jedynym barze w mieście. No może byli tam jeszcze inni piraci, ale kładli się spać w mieście, a nie na statku, więc... I czemu główny pirat, który spisał kodeks, nie posiadał statku, to tego nie wiem.
Powiewa lekką liniowością. Może i możemy pływać do wszystkich odkrytych wysp, ale to tak jakbyśmy mogli teleportować się z jednej lokacji do drugiej w Arcanii, z tą różnicą, że w Risenie cofamy się do nauczyciela czy kupca. Ogarniemy cała lokację, porobimy zadania, lecimy kolejną.
Bohater ma ograniczoną swobodę ruchu. Może biegać sprintem, ale pływania i nurkowanie to niespełnione moje marzenia. Ta... w grze gdzie jest w uj wody, bohater nie potrafi pływać i w magiczny sposób pojawia się nagle na brzegu. No w pierwszej części to go jeszcze potwór łapał, albo się topił w porcie, ale w dwójce to skopali kompletnie. I wspinaczka tez jest głupia. O ile w Gothicu 1 i 2 zawsze wydawało mi się że mogę wejść wszędzie o ile doskoczę, to w Risenie mogę wleźć tylko tam, gdzie są odpowiednie półki skalne. Skopane.
Walka z Krakenem i walka finałowa. To w pierwszej części było trudniej (z tytanem ognia na Farandze). I przeciwnik wyglądał lepiej... Podczas walki z krakenem nie zginąłem. Zabierał po 50 hp.. Raz mnie ściągnął do wody i zamiast pojawić się ekran do wczytywania, bohater w magiczny sposób pojawił się z powrotem na statku. I walczył dalej. A Mara padła po 10 strzale z ognistej maczugi. Odbiegłem, trach, odbiegłem, trach. <facepalm> Mi się trudniej z rzeźnikiem walczyło na Wybrzeżu Mieczy...
Patty z twarzy mi się nie podobała...
Gnomy były w dechę, ale szkoda że tak mało się z nimi bawiło...
Szkoda. Mogło być o wiele lepiej. O ile pierwsza część, była nawet fajna, to dwójka jest od niej gorsza.
A w empiku kosztowała dzisiaj 139 złotych. ÂŚmiech na sali...
Reasumując:
+ piracki klimat
+ broń palna
+ umiejętności
+ voodoo
+ dialogi
+ świat pod względem graficznym (jungle, plaże etc.)
- bohater wizualnie
- mało ludzi, mało potworów, małe wioski
- lekka liniowość
- brak pływania, prawdziwej wspinaczki
- finałowe walki
- poziom przeciwników pod koniec gry
+ - gnomy
+ - Patty
Patty:
Pierwsze, ale to naprawdę pierwsze wrażenie... "Bogowie, zabierzcie mnie stąd". Już w pierwszych minutach gry wydawało mi się, że Risen 2 to kandydat na kaszankę roku. Pograłem pół godziny i wyłączyłem grę z zamiarem posłania jej w odmęty kosza. Uznałem jednak, że może jednak dam jej szansę, odczekałem dwa dni, ochłonąłem, przebolałem pierwsze minuty i zacząłem grać dalej.
I gra stała się naprawdę świetna. Wątki wciągają, questy pozornie proste, ale dają dużo frajdy, do tego dość barwne postacie poboczne, należące do naszej załogi. Bardzo polubiłem dialogi z Patty, gdzie główny bohater przekomarza się z nią na każdym kroku. Dość sympatyczne i wbrew pozorom daje wiele śmiechu - teraz nasza postać o wiele bardziej przypomina mi Bezimiennego z Gothiców. Niektóre jego uwagi są naprawdę celne.
I zgadzam się z Edziem, gnomy są w dechę. Szczególnie lubię dialogi z tym małym złodziejem, który przyłączył się do mojej załogi. Gnom zwie się Jaffar, nałogowy "zbieracz znajdziek" i przy tym wykazuje się dość plugawym językiem. Dość zabawna postać. I daje możliwość, że tak powiem, niezłego "pocisku" Patty w jednym dialogu. Zresztą, wszystkie dialogi z gnomami są potwornie wręcz komiczne, zwłaszcza patrząc na reakcje bohatera.
Zadania przypadły mi do gustu o tyle, że spora część z nich jest dość humorystyczna. Jedno z pierwszych zadań na nowej wyspie, gdzie musimy, czarując słowami, zagonić Patty do kuchni. I coś w tym stylu. Może pisząc to brzmi nisko, ale w samej grze daje naprawdę wiele frajdy. Podobnych, humorystycznych zadań jest dużo więcej.
Nawiązania go Gothica... Szczerze mówiąc, ryknąłem śmiechem, odnajdując latarnię Jacka. Widzę ją w każdej kolejnej grze Piranii i, o dziwo, za każdym razem staje się to coraz zabawniejsze. Również przy otwieraniu wrót do skarbu, jedno z haseł brzmiało oczywiście "Tetriandoch". Podobnych nawiązań jest o wiele więcej.
Spodobał mi się motyw legendarnych przedmiotów, które dają nam bonusy do różnych statystyk. Przyznam, motyw wydaje się ograny, ale żeby zdobyć niektóre artefakty, trzeba się czasem naprawdę nagimnastykować lub mieć bardzo rozwiniętą postać - choćby sytuacja ze "Sznurem wisielczym", gdzie żeby go zdobyć, potrzebna jest tresowana małpka. Oczywiście czasem wystarczy trochę złotych monet, ale zdarza się też przymus spenetrowania jakichś ruin.
Voodoo... Klimatyczne, choć czasem nie do końca przydatne. Przyznam, wykonując questy dla indian bawiłem się całkiem całkiem, w dodatku niektóre możliwości tej magii są naprawdę szerokie. Moje ambiwalentne uczucia wynikają z tego, że nawet używając voodoo, muszę sięgać po miecz częściej, niż myślałem.
Ale motywu z przejmowaniem kontroli za pomocą laleczek nic nie przebije. Ta czysta radość, gdy niszczę jakiemuś człowiekowi życie... :)
Podsumowując, Risen 2 za pierwszym razem nieźle odstrasza i wydaje się strasznie mizerną i antypatyczną grą. Wystarczy jednak chwilę dłużej posiedzieć, by ją docenić i czerpać z gry naprawdę dużą frajdę. Warto wydać tę stówę. Mogę jej wystawić 7+ łamane na 8-. Wysoko.
Nocturn:
Jeszcze nie grałem. Fajnie się Wam grało w to?
Elrond Ñoldor:
// Ogólnie powiedziałbym że w złym temacie napisałeś, bo ten służy do wyrażenia swojej opinii "po przejściu gry". I odpowiadając od razu na twoje pytanie, wskazałbym dwa pierwsze posty...
Sajan:
Osobiście mi się gra bardzo podobała, jak zacząłem tak nie mogłem oderwać się od komputera, wg mnie dwójka jest lepsza od risen 1, 30 parę godzin niezapomnianej rozgrywki ;)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej