Tereny Valfden > Dział Wypraw
Karawana śmierci
Eric:
Diomedes zgarbił się nieco, by zmniejszyć swoją widoczność w krzakach i za osłoną pni drzew, na nisko ugiętych nogach przebiegł niewielki dystans, po czym wyłonił się zza rosnącej przy obozie topoli tuż przed nos dwóch wojowników zgromadzenia. Dłoń spoczywała już zaciśnięta na rękojeści dwuręcznego miecza, którym Nivellen zdążył już niejeden łeb ściąć, dlatego też jego wyciągnięcie z pochwy było kwestią ułamków sekundy. Przewaga elementu zaskoczenia niepodważalnie była po stronie Diomedesa, jeden z przeciwników nawet bojaźliwie i niezręcznie odstąpił dwa kroki i potknął się o wystający konar drzewa, szybko jednak zaasekurował go partner, który zachował zimną krew i przestąpił byłemu Krukowi drogę. Ten jednak nie zważał na tą wręcz braterską (choć może nieco niefortunną) synchronizację ruchów zgromadzeniowców i już jął się do wyprowadzenia poprzecznego cięcia na klatkę piersiową przeciwnika. Ostrze zostało zatrzymane w połowie drogi przez błyskawicznie oswobodzoną z pochwy klingę wojownika i Diomedes został zmuszony do wydłużenia dystansu i chwilowego wycofania się z linii frontu. Drugi z napastników zdążył już się podnieść i otrzepać po upadku; w dłoni dzierżył swój miecz i gotów był zadawać im śmiercionośne rany; należało to jednak powiedzieć o wszystkich uczestnikach tej walki. Diomedes zręcznie uskoczył przed dwoma równoczesnymi cięciami obu przeciwników, z akrobatycznym wyrachowaniem przetoczył się za drzewo i w ułamku sekundy wypadł po jego drugiej stronie, pewnie trzymając w dłoni ostrze nakierowane prosto w krtań jednego ze zgromadzeniowców. Ten zdążył się uchylić przed tym niespodziewanym ciosem i poskutkował on jedynie skróceniem grzywki młodzieńca stojącego po przeciwnej stronie niewielkiego dębu. Ośmielony tą fryzjerską fanaberią Diomedes rzucił się w szaleńczo spektakularny szermierczy wir, w którym kilkukrotnie drasnął stoczonych do defensywy przeciwników, nie zadając im jednak poważniejszych obrażeń. W końcu jeden z nich wyprowadził kontratak i chlasnął Nivellena po podbrzuszu. Choć rana była płytka, szybko ciurkiem polała się z niej krew i Diomedes zorientował się, że jeśli się nie pospieszy, to krwotok załatwi za zgromadzeniowców całą robotę. Desperacko zamachnął się na przeciwnika i ostrze szczęśliwie zatopiło się w piersi jednego z przeciwników, obryzgując krwią zarówno sierżanta Szwadronu, jak i wojownika zgromadzenia, który ostał się przy życiu. Jakoby w przypływie szaleńczej furii spowodowanej śmiercią kompana, rzucił się on na Diomedesa ze zdwojoną siłą. Przyszpilił Nivellena do drzewa, czego chyba w tym szale nie zauważył i zadał cios, który ostatecznie miał go wykończyć, ale ten przytomnie przykląkł i uniknął diabelnie niebezpiecznego cięcia. Klinga wbiła się w korę drzewa, dając Diomedesowi idealną szansę do kontrataku, którą skutecznie wykorzystał; wybił się z ugiętych kolan i pewnym pchnięciem przebił brzuch zgromadzeniowca. Zdyszany i tracący coraz więcej krwi oparł się o drzewo i przystąpił do amatorskiego, polowego tamowania krwotoku.
1/7
Adaś:
Zasapany poprzednią walką, ujrzałem ostatniego przeciwnika. Stał w środku lasu trochę zdezorientowany nie wiedząc co czynić, czy walczyć dalej i pomścić kolegów, czy uciec chen daleko. Tylko pytanie brzmi co może zrobić taki samotny wojownik, bez towarzyszy przeciw bandzie zUych ludzi? No oczywiście że spierdzielić. Widząc jak idę do niego powolnym krokiem, odwrócił się na pięcie i zaczął uciekać co miał sił w nogach. Biegł na złamanie karku. Co chwilę się potykając o wystające korzenie. Rzuciłem mieczem na bok i ruszyłem w morderczy bieg. Trochę czasu mi zajęło nim prawie go doścignąłem. Była to zasługa tego że po pierwsze, moja ofiara się zmęczyła tym dystansem. Po drugie jej bieg spowolniało ciągłe oglądanie się za pościgiem. A po trzecie, "zgromadzony" często się potykał o wystające korzenie, co go jeszcze bardziej spowalniało.
Miałem ochotę w końcu zakończyć ten morderczy bieg. A nadarzyła się ku temu okazja, moja ofiara się przewróciła, przez chamsko wystający korzeń pewnego liściastego drzewa. Doskoczyłem do ofiary, po czym przebiłem jej kark ukrytym ostrzem. Mogłem stwierdzić wyraźny zgon bo "zgromadzony" umarł. Schowałem ostrze, wstałem po czym podśpiewując jedną ze zwrotek piosenki, którą non stop nuciłem ruszyłem w kierunku towarzyszy.
0/7
Hagmar:
Pięknie, szkoda że nie wzięliśmy jeńców. Dracon poszedł przeszukać obóz, wszedł do największego namiotu, na wypchany mieszek nie zwrócił uwagi ją przykuły pewne dokumenty, papiery potwierdzały powrót sekty. Oraz ich powiązania z grupą bandytów, listy wspominały o jakiś dostawach od jakiegoś Rączki i większym obozie Sekty dalej na północy. Mam co trzeba, wracamy.
Koniec.
Nagrody: po 100 grzywien dla każdego.
Podsumowanie: Drużyna pod przewodnictwem Aragorna, wyruszyła sprawdzić plotki dotyczące powrotu Zgromadzenia. Plotki te potwierdzały znalezione w obozie wroga dokumenty,papiery potwierdzały powrót sekty. Oraz ich powiązania z grupą bandytów, listy wspominały o jakiś dostawach od jakiegoś Rączki i większym obozie Sekty dalej na północy. Do papierów ekipa dostała się po wybiciu oddziału, tejże sekty. Znaleziono także 500 grzywien (wedle listów miały trafić do bandytów) które podzielono po równo.
Anette Du'Monteau:
Talenty:
Malavon i Nessa - 2 Brązowe talenty
Otrzymujecie po 100 grzywien premii
Dyum - 2 (+1) Brązowe talenty
Otrzymujesz 100 grzywien premii
Adamus - 3 (+1) Brązowe talenty
Otrzymujesz 100 grzywien premii
Nawigacja
Idź do wersji pełnej