Elitarni strażnicy jakoś odpychali go od planu frontalnego ataku z krzykiem, wparowania w powóz, wymordowania osobistości, jakie przewoził, a następnie efektowną ucieczkę! Być może... nie wiedział również o tym, kto i w jakim celu może znajdować się w powozie. To drugie było raczej prostsze... po prostu wolał sobie wozić tyłek, niźli chodzić. Ale ów pojazd mógł zapewniać ochronę, nieprawdaż? Z rozważań takich, a nie innych, wyrwał go jegomość, który krzyknął mu do ucha równie głośno, jak krzyczał karczmarz, który zastał swą karczmę spustoszoną po dwudniowej biesiadzie, na której zarobił obuchem w łeb i dopiero teraz się wybudził. Bezwstydnie wykorzystał to, że motłoch się rozsunął. Znalazł się kilka osób bliżej Messera Grafa. Chciał obaczyć, jakąż tamten mordę tajemnicę skrywa. Poza tym chciał przypatrzeć się dokładnie ekwipunkowi straży.