Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pogrzeb Anvarunisa - Pożegnanie Harmonii

<< < (2/3) > >>

Eric:
Diomedes klęczał przez dłuższy czas tuż przed grobem zmarłego, pustym wzrokiem wpatrując się w świeżo rozkopaną ziemię. Czuł pustkę i smutek. Oraz przejmującą samotność, jakby nagle został zupełnie sam, co przecież nie było prawdą. Nie mniej jednak nie miało to znaczenia. Był teraz zbyt roztrzęsiony by o tym myśleć. Na raz jednak podniósł się z klęczek i otrzepał ubrudzone spodnie. Zaczynało zmierzchać i okolicę ogarnął wieczorny mrok. Ze spuszczoną głową i dłońmi wbitymi w kieszenie ruszył w drogę powrotną. Taka przynajmniej miała być z założenia, bo zatrzymał się, kiedy zauważył znajomą, zakapturzoną twarz. Twarz elfki. Mokrą, czy to od łez, czy od deszczu. Diomedes nie zwracał na to uwagi. Po prostu zatrzymał się kilka metrów od niej i z pustym, nieobecnym wzrokiem zwrócił ku niej swoje zmęczone oczy.

Koza123:
Konrad również był obecny na pogrzebie. Widział cały jego przebieg. Nie był tak zrozpaczony, jak Diomedes, jednakże w jego sercu na ten krótki czas zagościł smutek. Jego twarz praktycznie przez cały czas skrywał kaptur.
-Na mnie też kiedyś przyjdzie kolej. Trudno. Raz się żyje.- myślał widząc grabarzy niosących trumnę z ciałem Anva. Młodzieniec nie miał mu za złe, że odszedł do Szwadronu.
-Każdy wybiera to, co najbardziej mu odpowiada.- pomyślał. Po skończonym pogrzebie stał przez chwilę w pobliżu grobu rozmyślając o wielu rzeczach. Następnie oddalił się i wyruszył w drogę powrotną do swego domostwa. Nie miał ochoty rozmawiać z Diomedesem. Mogliby się przecież znów pokłócić, a tego Artin nie chciał.

Nessa:
A Nessa nie powiedziała ni słowa, a po prostu podeszła do Nivellena i objęła go, ignorując uporczywe krople i coraz większą ilość łez, która cisnęła jej się do oczu, gdy ujrzała załamanego Diomedesa.

Smutnej elfce przez moment zdawało się, że słyszy szaleńczy i zachrypły śmiech wspaniałego (jedynie w swoim draconim mniemaniu) Zelerisa Flamela w oddali, lecz gdy się rozejrzała, uzmysłowiła sobie, że to tylko złudzenie, wywołane odgłosami deszczu i wiatru.*

//* Fantazja niejakiej Danki zwanej Drago.

Adaś:
Gdy tylko doszła do mnie wieść o śmierci byłego kruka, udałem się na miejsce ceremonii. Dochodząc na miejsce ujrzałem tulącą się elfkę do brata Anva. Stanąłem w oddali pod jednym z drzew, tyłem do elfki przyglądając się to świeżej mogile to smutnej minie Diomedesa. Zrobiło mi się wręcz go żal, strata brata musiała go mocno zdołować. Na całe szczęście miał przy sobie czułą elfkę która uściskiem go pocieszała. Najbardziej zastanawiające było dlaczego Anv bezlitosny zabójca, łowca smoków i demonów, to zrobił? Dlaczego zostawił swojego brata, Diomedesa samego na tym smutnym i godnym pożałowania padole? Te pytania jak i inne na wieczność pozostaną bez odpowiedzi.
Stałem dalej spokojnie schowany pod koroną jednego z drzew. I obserwowałem wszystkich uczestników włącznie z "młodym" Nivellenem. Nie chciałem za bardzo podchodzić bo nie bardzo wiedziałem co w takiej sytuacji powiedzieć. A w tym wypadku lepiej byłoby pozostać na swoim miejscu i czekać na obrót dalszych zdarzeń.

Eric:
Diomedes z miłym zaskoczeniem odebrał niespodziewany uścisk elfki jako niewielką radość na rozciągającym się horyzoncie smutku. Ten przejaw czułości i troski sprawił, że niemal rozpłakał się jak dziecko. Zagryzł jednak wargi i wtulił głowę w ramię Nessy, powstrzymując napływające do oczu łzy, by nie okazać słabości w momencie, kiedy zdawałoby się, że powoli udawało mu się zdławić problem. Nie wydukał nawet słowa, bojąc się, że może zdradzić go drżący głos.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej