Królestwo Valfden > Atusel
Aleja Pamięci Poległych w Bitwie na Zielonych Równinach
Canis:
- Hej! - zawołał w przestrzeń do ducha, chcąc zwrócić uwagę. Rozejrzał się dookoła, było pusto wiec się nie krępował zbytnio- Możemy porozmawiać? Możesz powiedzieć mi kim byłeś? Jesteś? Co czujesz będąc w tym stanie, tu i teraz? Czy jesteś jednym z wielu... W końcu poległo tam wielu...
Hope:
Duch beznamiętnie powtarzał...
- Krew moich przodków płynęła przez serce Valfden. Byliśmy szlachcicami, politykami, rycerzami. Czyściliśmy brud z miejskich arterii. Służyliśmy ludowi. Oddawaliśmy wszystko. A mimo to, lud postanowił nas ukarać.
Canis:
- Jak to ukarać, jak was ukarał lud?
Hope:
Duch beznamiętnie powtarzał...
- Krew moich przodków płynęła przez serce Valfden. Byliśmy szlachcicami, politykami, rycerzami. Czyściliśmy brud z miejskich arterii. Służyliśmy ludowi. Oddawaliśmy wszystko. A mimo to, lud postanowił nas ukarać.
Poszukiwacz:
Tajemnicza postać przywdziana w szary, wypłowiały płaszcz z kapturem, sycząc i sapiąc ociężale przemierzała ulicę co rusz zatrzymując się przy upamiętniających poległych tablicach. Co rusz klękał przy nich i przykładając okryte stalą ręce do tablic chylił czoła, by następnie spoglądać w niebo. Błąkał się po ulicy poznając wszystko i rozumiejąc co się działo... Przy pasie, poza zwisającym mieczem, przypięte były małe tobołki i pergaminy. Nie chodził tutaj bez celu, on szukał...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej