Królestwo Valfden > Efehidon

Ulica Dragosaniego pogromcy Kagana

<< < (20/27) > >>

Progan:
Archont II zjawił się na jednej z głównych ulic stolicy i na słupie informacyjnym przepiął klepsydrę. Popatrzył na nią jeszcze raz, spuścił głowę.


Zgromadzili się ludzie, czytając i szepcząc między sobą. Wielu z nich widywało hrabiego, wielu znało jego męstwo i odwagę. Mówili o nim cicho, z szacunkiem.
Progan uniósł głowę ku niebu i powiedział
- Zewolo racz przyjąć do swojego królestwa naszego brata. Odhe feo edan.
- Odhe feo edan - powtórzyli ludzie. Progan odszedł, aby rozwiesić klepsydry w innych miejscach.

Kazmir MacBrewmann:
Wyskoczył z portalu stając na sporej polanie, przed jego oczami mienił się obraz potężnej metropolii. Złapał się pod boki i zagwizdał wyrażając podziw.
- Mają rozmach skurwysyny... Rzucił i ruszył w stronę miasta przechodząc w końcu przez jedną z bram. Trafił tak na ulicę jakiegoś Dragosaniego... Karczma... kaj tu jest karczma...

Razjel:
Razjel zmaterializował się raczej niespodziewanie. Jego biała zbroja przykryta szarymi strzępami szat mogłaby zwrócić uwagę postronnych gdyby nie to, że każdy z nich wpatrywał się w jego skrzydła. I czarną czeluść w miejscu twarzy, skrytą pod połą kaptura, koloru jego nieco zaśniedziałych lotek wyrastających bujnie z pleców. Przy pasie miał cudowny miecz z rzeźbioną rękojeścią. Rozejrzał się, wyraźnie kogoś szukając wzrokiem.

Funeris Venatio:
- Bracie - powiedział na powitanie Funeris, wyłaniając się z bocznej uliczki. Miał na sobie swój skórzany kubrak przyozdobiony motywami herbowymi. Czerwono-złote barwy były już powszechnie rozpoznawalne w stolicy, świadczyły o przynależności jeżeli nawet nie do rodu, to chociaż do świty barona Venatio. Ten zdjął kapelusz i skłonił lekko głowę. Wszyscy patrzący na to z boku oniemieli z wrażenie. Niby było wiadomo, że Funeris jest aniołem, ale nigdy, oprócz sytuacji z panią Morii, nie widziano dwóch aniołów razem. Na najzwyklejszej ulicy w samym centrum stolicy królestwa Valfden.

Razjel:
- Interesujące miejsce wybrałeś sobie na spotkanie, Funerisie - powiedział, rozglądając się teatralnie wokół. - Już prawie zapomniałem jak to jest obcować wśród zwykłych, śmiertelnych istot. Mimo wszystko dziękuję Ci. - Funeris stojący obok niego zaprosił go gestem ręki, by się przeszli. Ruszyli w stronę kilku drzew, które dawały cień w ten upalny dzień. Nikt z przechodniów nie ośmielił się podejść na tyle, by dosłyszeć ich rozmowę. A rozmawiali zażarcie i długo, zgadzając się w wielu sprawach, co do których jednak mając inne zdanie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej